Five Nights At Freddy's. Zwyrodniali | Scott Cawthon i Kira Breed-Wrisley

Five Nights At Freddy's. Zwyrodniali | Scott Cawthon i Kira Breed-Wrisley


Zabierając się za lekturę ,,Srebrnych oczu", nie wiedziałam czego się spodziewać. Książka o dziwo mi się spodobała, więc z zainteresowaniem sięgnęłam po drugi tom serii, czyli ,,Zwyrodniałych". I tutaj, będąc całkiem szczera, zawiodłam się.


Minął rok odkąd koszmary dzieciństwa na nowo dopadły grupkę przyjaciół w pizzerii Freddy’ego Fazbeara. Charlie wciąż jest prześladowana przez demony przeszłości. Studiując, próbuje zapomnieć o wszystkich złych wydarzeniach, ale okazuje się to nie być takie proste. Kiedy szeryf informuje dziewczynę o znalezieniu ciała i prosi ją o pomoc z nim związaną, jej życie znowu zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Próbując rozwiązać tajemnicę zagadkowych śmierci, odkrywa coraz to nowe fakty, które wpływają na jej codzienną monotonię. Charlie gubi się, a gdy okazuje się, że jej przypuszczenia są prawdziwe, wszystko ponownie obiera kompletnie inny tor.

Jak już zdążyłam wspomnieć, pierwszy tom był dobry. Nie była to oczywiście pozycja wybitna, ale przyjemna i odprężająca. Oczekiwałam, że druga część będzie utrzymana w podobnym klimacie i spodoba mi się tak samo jak pierwsza. Nie będę kłamać, bo bardzo się myliłam. Książka była… nudna. Początkowo nie działo się w niej nic. Główna bohaterka zachowywała się jakby postradała zmysły, nie wnosząc w tym nic większego do całej fabuły. Akcja, która pojawiła się daleko po połowie, była tak zagmatwana i poplątana, że trudno było się w całej historii odnaleźć.

Charlie zmieniła się, co jest oczywiście normalne, bo każdy przez różne przemiany przechodzi. Miałam jednak wrażenie, że z poukładanej i porządnej dziewczyny wyłoniła się nieprzyjemna w odbiorze wariatka. Wierzcie mi lub nie, ale zachowanie Charlie nie było w żadnym stopniu normalne i czytając o nim, chciałam odłożyć książkę i się więcej w nią nie zagłębiać. Zatarcie jej granic między rzeczywistością a fantazją, idące w parze z zagmatwaną fabułą i z wieloma niepotrzebnymi wątkami było tragicznym rozegraniem.

Fabuła, nie oszukujmy się, była zbyt poplątana i nieco naciągana. Cała magia zbudowana w poprzednim tomie prysła i zniknęła. Mam wrażenie, że historia została wymyślona na prędko, byle tylko wydać książkę i mieć ją z głowy. Niedopracowany wątek zabójcy, który nie został nawet do końca wyjaśniony, jest niezwykle przykry i odrzucający. Jakie były jakie główne motywy? Jakim cudem przeżył? Wciąż nie wiem. Jest jeszcze wiele innych momentów, których pojawienie się jest dla mnie kompletnie nie do zrozumeinia. Po przeczytaniu tej pozycji czuję się nieco zdegustowana. ,,Zwyrodniałych” odbieram po prostu jako marne przeciąganie fabuły. Zakończenie sugeruje nam, że możemy spodziewać się kolejnego tomu, ale ja po niego zdecydowanie nie sięgnę.

Nie lubię zawodzić się na kontynuacjach czegoś, co wcześniej przypadło mi do gustu. Tym razem to uczucie mnie dopadło i naprawdę zawiodło. Jeśli ,,Srebrne oczy” choć w małym stopniu wam się podobały i nie chcecie psuć sobie opinii o tej serii, to nie sięgajcie po drugi tom. Omijajcie go szerokim łukiem. 






,,W powietrzu czuło się, że coś jest nie tak. Nie było nic słychać, tylko szokującą ciszę, która następuje po okrutnej zbrodni."












                                                                                         *****

       Za książkę dziękuję księgarni dadada.pl 







//h.
Ucieczka z Lake Falls | Artur K. Dormann

Ucieczka z Lake Falls | Artur K. Dormann


„Ucieczka z Lake Falls. Budząc dawno umarłych bogów” to drugi tom z cyklu ,,Lake Falls (recenzja pierwszego). Rozpoczynając przygodę z tą serią- byłam wniebowzięta. Bardzo spodobał mi się wykreowany przez autora świat, więc interesowały mnie kolejne przeżycia Vic. Jakie są moje obecne odczucia?


Obietnica dana Obcemu została niedotrzymana. Vic wraz z Jonathanem wyjechali z Lake Falls, aby na nowo rozpocząć swoje życie i zapomnieć o przeszłości. Podróżując z miasta do miasta, starają się zażegnać smutki i odnaleźć stały grunt pod nogami. Vic zżera tęsknota za córką, dla której wcześniej poświęciła tak wiele. Kiedy Michae- brat Johnatana- znika w niewyjaśnionych okolicznościach, kobieta na nowo zmienia swoje życie i w dalszą drogę wyrusza sama. Ciągle ścigana przez wampirów i wiecznie przesiąknięta strachem nie jest w stanie zaznać spokoju. Wszystko zmienia się w momencie, w którym poznaje potencjalnego sprzymierzeńca.

O tyle, co pierwszy tom w wielu momentach był ciężki do przebrnięcia, to teraz cała fabuła płynęła niezwykle płynnie. Książka była napisana o wiele przyjemniej, przez co czytało się ją bardzo szybko. W niektórych momentach miałam nawet wrażenie, że styl pisania autora zmienił się. Oczywiście na lepsze. Pewne chwile powodowały również we mnie odczucie, że do czynienia mam z kompletnie inną historią- Kat zeszła na bok, Obcy też nie grał już tak dużej roli. Czy było to problemem? Definitywnie nie.

Główna bohaterka zdawała się być obcą i inną osobą, niż tą, którą poznaliśmy w pierwszej części. Na wszystkich stronach poznawałam ją od dawna. Widziałam w niej zagubioną, przestraszoną, ale wciąż odważną osobą. Widać było, że wcześniejsze przeżycia odbiły się na jej psychice i obecnym życiu, ale to budowały tylko i wyłącznie większą sympatię do niej.

Fabuła została dobrze wykreowana. Historia biegła szybko i zwięźle, przez co nie dałam rady się nudzić. Najciekawszą rzeczą z całej tej pozycji były fragmenty z ,,Kroniki Wampirów”. Pozwalały nam jeszcze głębiej wkroczyć w wykreowany świat i zrozumieć, co dokładnie się dzieje i o co chodzi. W prawdzie w całej książce nie było wielu zwrotów akcji i nowopowstających wątków, ponieważ wszystko obrało bardziej jednolity kierunek, ale nie było to problemem. Nie mówię, że nie zasmucił mnie brak Kat i mało wzmianek o Obcym, jednak to oni wprowadzili mnie w ten świat i zepchnięcie ich do tyłu pozbawiało całą pozycję swojej pierwotnej magii.

„Ucieczka z Lake Falls” jest dobrą książka. Świetnie prowadzi nas przez dalsze losy Vic i zachęca do przeczytania kolejnej części. Jeśli pierwszy tom komuś z Was się spodobał, to drugi jak najbardziej jest obowiązkowy! 






"Najpotężniejszego przeciwnika zawsze miała przy sobie. Tkwił w niej niczym zadra niemożliwa do usunięcia, kolec wbity w duszę."












                                                                                       *****

       Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,Lemoniada".






//h.

Błyskotliwa zieleń | Stefano Mancuso i Alessandra Viola

Błyskotliwa zieleń | Stefano Mancuso i Alessandra Viola

Ostatnimi czasy na blogu było dość cicho, ponieważ zatraciłam jakąkolwiek ochotę do czytania. Na szczęście w końcu wracam z nową motywacją, nową energią i większym zapałem. Dzisiaj prezentuję Wam recenzję książki, która niestety nie zachwyciła mnie tak bardzo, jak myślałam, że zachwyci. Mowa tutaj o ,,Błyskotliwej zieleni” Stefana Mancuso oraz Alessandra Viola.


Rośliny to przez wieki niedoceniane elementy przyrody. Wciąż prowadzone badania pozwalają odkryć o nich wiele interesujących rzeczy, o których nigdy sami byśmy nie pomyśleli. Stefano Mancuso postarał się przedstawić i wytłumaczyć nam inteligencje roślin. Opowiedział o tym, jak ludzie postrzegali rośliny na przestrzeni lat. Opisał ich zachowania, sposób komunikacji czy podejmowania decyzji. Wiedzieliście, że rośliny posiadają osobowość i dysponują pięcioma zmysłami? Jeśli nie, to pocieszę Was tym, że też o tym nie wiedziałam i dopiero kilka dni temu się dowiedziałam.

Zaciekawiła mnie ta pozycja, nie powiem, że nie. W prawdzie z biologią niekoniecznie dobrze się dogadujemy, ale ,,Błyskotliwa zieleń” zapowiadała się bardzo dobrze. Moje oczekiwania minęły się lekko z efektem, bo trochę się zawiodłam. Mimo że książka jest bardzo krótka (160 stron) to czytało mi się ją topornie. Język w jakim została ona napisana nie był skomplikowany, ale przebrnęłam przez niego z trudem. Opisy czasem wydawały się być zbyt długie i niepotrzebne, ponieważ czasem tekst nie różnił się od tego, który zawarty był na kilku stronach przedtem. Oprócz tego często pojawiały się zbyt długie i specjalistyczne słowa, które dla nie-biologów niekoniecznie są zrozumiałe. 

Sam pomysł na taką książkę jest interesujący, ale i ciężki do zrealizowania. Podziwiam tutaj autorów, którzy podjęli się tego wyzwania. Czytając tę lekturę oczywiście dowiedziałam się kilku dość interesujących faktów, które wcześniej były mi całkowicie obce. Wiele momentów było niesamowicie ciekawych i pouczających, otwierających nam drzwi do królestwa roślin. Oprócz spraw czysto roślinnych, autor wplatał różne wątki historyczne oraz porównania do osób, które z przyrodą nic wspólnego nie miały. Było to specyficzne, ale interesujące i dobre posunięcie. Bardzo spodobało mi się mała wzmianka o Alanie Turingu i jego dokonaniach, ponieważ już dawno zainteresował mnie swoimi osiągnięciami, a w tego typu książce się go nie spodziewałam.

Może i ta pozycja ma kilka niedoskonałości, ale dla osób interesujących się biologią mogą być wręcz niedostrzegalne. Jeśli ktoś z Was chce się dowiedzieć czegoś o roślinach i ich królestwie to ta lektura jak najbardziej się do tego nadaje. 





,,Podobnie jak zwierzęta, które żyją w ziemi lub bezpośrednio na niej, rośliny nie musiały wykształcić narządu słuchu, ponieważ i bez niego słyszą znakomicie."











                                                                                     *****

       Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,Bukowy las". 







//h.

Co zdarzyło się w Lake Falls? | Artur K. Dormann

Co zdarzyło się w Lake Falls? | Artur K. Dormann

Sięgając po tę książkę nie spodziewałam się niczego. Nie rzucałam o niej pochopnych opinii. Nie wmawiałam sobie, że będzie zła. Nie wmawiałam również, że będzie dobra. Z ręką na sercu mogę się przyznać, że bardzo mile się zaskoczyłam.


Victoria rozwiodła się z mężem. Postanawia rozpocząć swoje życie na nowo w górskim miasteczku Lake Falls. Powoli klimatyzując się i wychodzić na prostą drogę wraz ze swoją córką wiodła szczęśliwe życie. Wszystko zmieniło się, gdy okazało się, że Kat jest śmiertelnie chora. Kobieta znowu podupada na duchu, nieustannie szukając ratunku. Któregoś wieczora do jej domu wita Obcy, który oferuje jej swą pomoc. Victoria stanęła przed wyborami, które miały zmienić niezwykle wiele spraw. Okazuje się, że każda spotkana przez nią osoba ma swe własne tajemnice, a największa z nich było same Lake Falls.

Początkowo myślałam, że mieć do czynienia będę z jakimś kryminałem. Tutaj byłam w błędzie, bo jest to powieść głównie fantasy. Obcy okazuje się być wampirem, ale cała historia nie opiera się na wysysaniu krwi, a na ratowaniu Kat. Spodobało mi się, że autor nie skupił się głównie na świecie wampirów. Na główne tory sprowadził chorobę dziewczynki i wszystkie poszukiwania skutecznego lekarstwa. Nie spotkałam się jeszcze z taką fabułą. Książkę czytało się bardzo przyjemnie i szybko. Sposób pisania jest bardzo przejrzysty i prosty w odbiorze.

Bohaterowie powieści zostali bardzo dobrze przedstawieni. Nie ukrywam, że przewijało tu się wiele rozmaitych osób i czasem myliłam się kto jest kim, jednak każda z nich była w stu procentach sobą. Victoria miała swoją własną i trudną historię, która wpłynęła na całe jej życie. Jako że powieść skupiała się głównie na jej osobie, wykreowana została najdokładniej. Mimo że to o niej dowiadujemy się najwięcej, inne postacie nie są schowane w cieniu.

Jedynym mankamentem w całej lekturze był jej środek. Nie mam tutaj na myśli wydania, a połowiczny moment w owej historii. Akcja wtedy zwolniła, w wielu momentach nic się nie działo, a ja wtedy niezwykle się nudziłam. Nie zraziło mnie to jednak do całej książki, czekałam na ponowny zwrot akcji. Na szczęście się doczekałam. Po niecałych stu stronach spokoju na nowo zostajemy wrzuceni w wir akcji i na nowo nie możemy się od tej pozycji oderwać.

Przyznam, że zaskoczyłam się tą książką. Spodobała mi się, bez dwóch zdań. Cieszy mnie fakt, że na półce już czeka na mnie kolejny tom. Mam nadzieję, że nie zawiodę się na nim i wciąż ze szczerym sercem będę mogła polecić Wam tę serię! 







,,W mroku nie znajdziesz nic, bo tylko życie wypełnia pustkę."










                                                                                           *****

       Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,Lemoniada".



//h.
Swing Time | Zadie Smith

Swing Time | Zadie Smith

Trzymając w rękach ,,Swing Time” spod pióra Zadie Smith, liczyłam na przeczytanie książki bardzo ciekawej, emocjonującej, z dużym morałem na samym jej końcu. Zawiodłam się jednak, nie powiem, że nie.



Pewnego dnia dwie dziewczynki spotykają się pod kościołem. Krótki kontakt wzrokowy obudził w nich pewną nić porozumienia, która łączyła je przez długie lata. Obydwie marzą o karierze tancerek, tylko jednej się jednak to udaje. Nie będą ze sobą blisko, ale nigdy o sobie nie zapomną. Po latach Tracey udaje się spełnić dziecięce marzenia. Jej przyjaciółka zostaje asystentką pewnej gwiazdy i wraz z nią podróżuje w różne zakątki świata. Poznaje tam inne życie, inne problemy, inne kultury. Podróżując odkrywa, że ludzki żywot to nieustanny taniec, który ciągle zmienia swój rytm.

Pokładałam w tej historii nadzieję. Wierzyłam, że mnie porwie i wzruszy, w końcu tak gwarantował napis na okładce. Nie porwałam się, nie wzruszyłam, po prostu zawiodłam. Styl pisania autorki był dla mnie toporny. Nie byłam w stanie odnaleźć w nim słów, które motywowałyby mnie do dalszego czytania. Przez książkę brnęłam z dużym oporem. Wszystko szło do przodu nieco ociężale. Denerwowały mnie ciągłe zmiany czasu i miejsca akcji, czasem trudno było się odnaleźć we wszystkich wątkach. 

Bohaterowie byli dogłębnie zanalizowani i przedstawieni. Każdemu poświęcano większą lub mniejszą uwagę, ale o każdym z nich wiedzieliśmy wystarczająco dużo. Jest to chyba największy plus całej książki. Mimo że zostali oni ukazani bardzo dobrze, to co chwile jednak ktoś mnie irytował. Niewiele osób przewijających się w tej historii przypadło mi do gustu. W niektórych momentach żal mi było głównej bohaterki, która przeszła przez sporo nieprzyjemnych chwil. Jej przyjaźń i rodzina odbijały się na jej obecnym życiu, przez co z trudem odnajdywała szczęście.

Sama fabuła innowacyjna nie jest. Mamy tutaj pokazaną kobietę z problemami, która stara się iść przez życie najlepszą drogą. To wszystko. Gdyby nie fakt, że mamy możliwość poznania jej młodzieńczego życia, to książka ta byłaby ogromną katorgą. Liczyłam na morał, który da mi motywację do działania, jednakże takowego nie było. Mam wrażenie, że historia skończyła się tak nagle i bezsensownie, nie pozostawiając czytelnikowi niczego do przemyślenia. Jest to piąta powieść tej autorki, przez wielu uważana za najlepszą. Jeśli ta mi się nie spodobała, to boję się w ogóle sięgać po kolejne.

Podsumowując- nie polecam tej pozycji. Czytało mi się ją źle i ciężko. Historia również jest jedną z tych, którą lepiej przedstawioną znajdziemy w wielu innych książkach. Przez te 460 stron brnęłam nieco zawiedziona i zdegustowana. ,,Swing Time” zalicza się do tych lektur, o których chcę zapomnieć jak najszybciej i już więcej do nich nie wracać. 







,,Wreszcie zrozumiałam: nigdy nie świeciłam własnym światłem, zawsze krążyłam wokół blasku innych."










                                                                                             *****

       Za książkę dziękuję księgarni dadada.pl 




//h.
Smocza straż | Brandon Mull

Smocza straż | Brandon Mull

,,Smocza straż" jest darem od niebios dla każdej osoby, która pokochała ,,Baśniobór". Po tylu latach czekania w końcu powróciłam do Kendry i Setha, a moje odczucia co do ich nowej przygody już Wam prezentuję!


Kendra i Seth po wojnie z demonami na nowo zaczęli wieść spokojne życie. Wszystko jednak zmieniło się, gdy Agat złożył im wizytę w Baśnioborze. Obecnie w smoczych azylach nie wiodło się dobrze, wiele z nich upadło. Czarodziej zaproponował rodzeństwu, aby przejęło pieczę nad jednym z nich- Gadzią Opoką, czyli najgroźniejszym z azylów. Młodzi Sorensonowie nie zastanawiali się długo i przyjęli propozycję. Wiedzieli, że ich nowa praca miała być niezwykle ciężka i niebezpieczna, jednak nie zraziło ich to. Obiecali rozsądnie rządzić w smoczym świecie. Nie wiedzieli jednak, że król smoków będzie chciał się ich pozbyć i sam przejąć władzę. Czy Kendra i Seth dadzą radę ochronić świat przed owymi istotami? Co pozwoli im ocalić ludzkość?

W momencie, w którym dowiedziałam się o tej książce, moje życie na nowo nabrało kolorów. ,,Baśniobór” pokochałam od razu, tak samo stało się z tą serią. Brandom Mull jak zwykle napisał coś niezwykle przyjemnego i łatwego w odbiorze. Styl pisania nie zmienił się ogromnie, jednak dostrzegłam, że książkę czytało się o wiele szybciej niż te poprzednie. Opisy sytuacji i zjawisk były bardzo dokładne, jednakże proste w odbiorze. Mimo że akcja rozgrywała się w kompletnie innym miejscu od Baśnioboru, to autor zachował ważne jego elementy, przez co trzymaliśmy się poprzedniej serii i nie czuliśmy ogromnej zmiany.

Co do bohaterów- nie mam zastrzeżeń. Akcja powieści rozgrywa się w niewielkim odstępnie czasowym od ostatniego tomu ,,Baśnioboru”, więc postacie nie zmieniły się ogromnie. Te nowe, które dopiero zostały wprowadzana w świat magii, idealnie wpasowały się w cały klimat i pozwoliły cofnąć się do pierwszych przygód Kendry i Setha. Smoki występujące w historii również zostały dobrze przedstawione. Każda osoba i każdy stwór był swoisty i nie zlewał się z kimś innym.

,,Smocza straż” jest osadzona w tym samym świecie co ,,Baśniobór”, jednak jest to odrębna seria. Dalej podążamy wraz z rodzeństwem Sorenson przez magiczne gąszcze różnych przygód. Ta, przez którą przechodzą w tej powieści, jest inna i niepodobna do pozostałych. Bałam się, że po tych kilku latach czekania na nowy tom ,,Baśnoboru" ta książka mi się nie spodoba i wyda się być zbyt dziecinna. Na szczęście nie było tak. Brandon Mull potrafi dopasować fabułę i wszystkie wątki do każdej grupy wiekowej, więc nie można było się tą pozycją zawieść.


Po długim czasie rozłąki z ,,Baśnioborem”, Brandon Mull zaprezentował nam nową serię z tymi samymi bohaterami. Nowy cykl strasznie mi się spodobał i jak najbardziej czekam na jego kolejnego tomy. Jest to historia godna uwagi, chociażby ze względu na to, że nasi ulubieńcy powrócili w nowej odsłonie. Kto się skusi na tę pozycję? 





,,Nielubienie kogoś to prawie tak wielkie zobowiązanie jak miłość, ale nie niesie ze sobą tych samych konsekwencji.”













//h.

Pies Baskerville'ów | Arthur Conan Doyle

Pies Baskerville'ów | Arthur Conan Doyle

O Sherlocku słyszał chyba każdy, w końcu to najpopularniejszy detektyw na świecie. Po obejrzeniu serialu BBC pt. „Sherlock” jedyne o czym marzyłam, było przeczytanie wszystkich powieści sir Artura Conan Doyle’a. Na szczęście było mi to dane. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją jednej z najbardziej rozpowszechnionych opowieści o Holmesie, czyli z „Psem Baskerville’ów”.


Pewnego dnia do mieszkanka przy ulicy Baker Street 221B wita Jakub Mortimer. Zwrócił się do Sherlocka oraz Watsona, aby przedstawić tajemniczą legendę od lat krążącą w rodzinie Baskerville. Jego dobry znajomy zginął w bardzo specyficznych okolicznościach. Podejrzewa się, że spowodował to demoniczny pies. Doktor Watson wyrusza do Devonshire, aby rozwiązać zagadkę zabójstw w rodzie Baskerville’ów i dowiedzieć się, co przez cały czas nabawiało ją wielu nieszczęść. Dodatkowo miał chronić nowoprzybyłego dziedzica od czyhającego niebezpieczeństwa. Sam Sherlock został w Londynie, twierdząc, że ma inne sprawy do załatwienia.

W postaci Sherlocka zakochałam się już we wrześniu, jednakże był to Sherlock serialowy. Ta książkowa wersja również skradła moje serce i na stałe znalazła sobie w nim lokum. ,,Pies Baskerville’ów” był trzecim opowiadaniem o detetktywie, które przeczytałam. Nadal nie mam ich dość. Czuję, że mogę czytać Sherlocka godzinami, ponieważ jest to coś genialnego. Wszystko w tej historii było dopięte na ostatni guzik. Autor dopracował wszystko z ogromną precyzją, przez co książkę czytało się niesamowicie szybko. Styl pisania autora niezwykle przypadł mi do gustu. Słownictwo jest w prawdzie wyszukane i niekoniecznie w obecnym świecie używane, ale to nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Przez cała historię brnęłam z uśmiechem na twarzy i z trudem się od niej odrywałam.

Jeśli chodzi o bohaterów, do nich też nie mam o co się przyczepić. Było ich wielu, to fakt, ale nie mieszali w fabule i nie powodowali, że fakty stawały się niejasne. W „Psie Baskerville’ów” Sherlock jest jednak, że tak powiem, postacią drugoplanową. Przez całą książkę przebywał w Londynie i dopiero pod koniec pojawił się w Baskerville Hall, więc nie skupiono na nim ogromnej uwagi. Co o tym sądzę? To było bardzo dobrym posunięciem, ponieważ umożliwiło Watsonowi pokazanie swoich dedukcyjnych umiejętności, a takowe posiada. Jednakże nie myślcie sobie, że to John rozwiązał całą tajemnicę. Nie, tak nie było. Zrobił to Sherlock (nie jest to zaskoczeniem), mimo że miał dość ograniczone możliwości. Nadal zastanawia mnie jak on to do diaska zrobił….

Oczywiście fabuła niezwykle mi się spodobała. Sir Arthur Conan Doyle w niezwykły sposób wprowadził nas w świat sherlockowych intryg i nie chciał nas z niego wypuścić. Czytając ,,Psa Baskerville’ów” starałam się wychwycić każdy najmniejszy szczegół, aby rozwikłać ów problem przed Holmesem. Nie udało mi się. Sherlock swoim umysłem prześciga dosłownie wszystko i wszystkich. Jest genialną postacią, tutaj nie mam wątpliwości.

Nie rozumiem, dlaczego sir Arthur Conan Doyle nie lubił Sherlocka, skoro jest to świetna postać i jeszcze lepsza historia. ,,Psa Baskerville’ów” powinien przeczytać każdy- jest to przyjemna historia z dreszczykiem grozy, która dodatkowo jest krótka, co jest plusem dla wielu ludzi. Pokochałam książkową postać Sherlocka i mam nadzieję, że Wam również się uda obdarzyć ją sympatią. 









,,Niektórzy ludzie, sami pozbawieni geniuszu, posiadają niezwykłą moc budzenia go w innych."









*****
                                                         Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,MG".                                  






//h.
No i to jest godne uwagi! [Podsumowanie 2017]

No i to jest godne uwagi! [Podsumowanie 2017]

Witam serdecznie w drugiej części serialowego podsumowania! (pierwszą część znajdziecie tutaj:)



Teraz przejdźmy do czegoś milszego, czyli seriali, które zaczęłam i skończyłam i mi się spodobały. To, co złe, zostawmy w tyle i o tym najlepiej zapomnijmy. Tylko dwie z tych pozycji nie obejrzane zostały przeze mnie do końca, ponieważ zaczęłam je pod koniec roku i nie miałam możliwości ich zakończenia. Lista prezentuje się następująco: 


1. ,,13 reasons why”- czyli serial o  nastolatce z depresją, która postanawia popełnić samobójstwo. Niezwykle emocjonująca, przykra, drastyczna, ale i realna historia, do której przekonałam się dopiero za drugim podejściem. Bardzo mnie ona dotknęła. Spodobała mi się jednak i uświadomiła mi, jak łatwo jest kogoś zranić.


2. ,,Atypical”- to produkcja ukazująca losy nastolatka z autyzmem, który chce wkroczyć do normalnego życia. W wielu momentach zabawna historia, która nie skupiała się tylko i wyłącznie na życiu chłopca, ale i bliskim jemu osobom. Jest to bardzo przyjemny serial, który nie dość, że jest krótki, to wciąga do swojego przyjemnego świata.


3. ,,FortySomething”- ten serial powstał czternaście lat temu (właściwie już piętnaście). Obejrzałam go ze względu na aktora, który w nim grał. Niezwykle zabawna historia o lekarzu w średnim wieku i przygodach jego rodziny. Krótki serial, ale wciąga do granic możliwości i sprawia dużą przyjemność.



4. ,,Rodzinka.pl”- dokładniej jej jedenasty sezon. Każdy chociaż raz o tym serialu na pewno słyszał, a ja go regularnie oglądam. Kolejna porcja przygód rodziny Boskich. Kolejna porcja dobrej zabawy, mimo że ta produkcja już trochę mi się przejadła i nie wciąga tak bardzo, jak wcześniej.



5. ,,Girlboss”- mamy tutaj przedstawioną historię początków ,,Nasty Gal” i całej drogi do jego sukcesu. Bardzo luźna interpretacja biografii Sophie Amoruso. Serial bardzo przypadł mi do gustu, ponieważ był krótki, przyjemny i w miarę ciekawy.


6. ,,StartUp”- serial, w którym ukazana została historia grupki ludzi, którzy chcą otworzyć swój biznes, wypuszczając do użytku aplikację ,,Gencoin”. Mimo, że produkcja nie jest tą z najwyższej półki, oglądało się ją bardzo dobrze. Wielowątkowość i sama fabuła są interesujące i pokazują życie z różnych perspektyw czy warstw społecznych.


7. ,,Skam”- właściwie to jego czwarty sezon, w którym mamy styczność z życiem Sany. W prawdzie poprzednie sezony tego norweskiego serialu spodobały mi się o wiele bardziej, to ten również mnie nie zawiódł i bardzo dobrze zamknął całą serię.


8. ,,Teen Wolf”- jego sezon 6B, który zakończył całą produkcję. Mimo dużego sentymentu do całego serialu nie uważam owego sezonu za najlepszy. Oglądało się jednak serial dobrze (jak zwykle), wszystkie wątki zostały zamknięte, a samo zakończenie…. Cóż, wzruszyło mnie i to aż za bardzo, ponieważ długo nie mogłam się po nim pozbierać.


9. ,,Stranger things”- jego drugi sezon, wyczekiwany od roku, nieco mnie zawiódł. Wydawał mi się gorszy od poprzedniego, jednak genialnie kontynuował całą historię i uzupełniał poprzedni sezon. Z niecierpliwością czekam na kolejny! Polecam ten serial bardzo gorąco w szczególności fanom ,,Dark”, które jest do niego, z tego co mi wiadomo, dość podobne. 


10. ,,Doctor Who”- obejrzałam dopiero pierwszy sezon, jednakże już zdążyłam się w nim zakochać. Władca Czasu podróżując w swoim TARDISIE ratuje świat od zagłady z rąk kosmitów. Brzmi trochę tandetnie, ale niezwykle wciąga i trzyma w napięciu. Pod koniec ogromnie się wzruszyłam. Zdecydowanie serial godny uwagi.


11. ,,Parade’s end”- początek XX wieku, angielski dżentelmen ma niewierną żonę, a sam zaczyna czuć coś do młodej sabotażystki. Znowu serial, na który zwróciłam uwagę przez mojego ulubionego aktora. Sama historia mnie zaciekawiła, a że jest to krótka produkcja, postanowiłam ją obejrzeć. Jestem dopiero po pierwszym odcinku, ale już czekam, aby dokończyć resztę.

Dwóch pozostałych seriali nie umieściłam w tej liście, ponieważ to, jak bardzo mnie poruszyły, nie jest w stanie zmieścić się w żadnej kategorii. Te dwie produkcje nie tylko są najlepszymi obejrzanymi przeze mnie w tym roku, ale i w całym moim życiu. Bardzo często brakuje mi nawet słów, aby je wystarczająco dobrze opisać.

Gdybym miała ustawić ranking trzech najlepszych seriali mojego życia, ta znalazłaby się na drugim miejscu. „The Crown” jest produkcją Netflixa, która ma dopiero dwa sezony. Planowane jest ich siedem. Pokazana w niej została historia panowania królowej Elżbiety II od samego jego początku. Sam serial nie skupia się tylko i wyłącznie na jej rządach, ale i na życiu prywatnym całej jej rodziny. Spodobał mi się z wielu względów. Wielka Brytania i Elżbieta II interesowały mnie od dawna. Aktorzy grali świetnie, cały serial zrobiony jest genialnie. Po prostu jest to coś pięknego i godnego uwagi.


Pierwsze miejsce zajmuje serial, który jest dla mnie tematem rzeką, o którym mogę się wypowiadać cały czas (wiele osób to nawet potwierdzi). Od samego początku urzekło mnie wszystko z nim związane. Pokochałam go całym sercem. Mowa tutaj o ,,Sherlocku”, czyli produkcji BBC. Detektyw Sherlock Holmes wraz ze swym przyjacielem Johnem Watsonem w każdym odcinku mają do czynienia z rozmaitymi zagadkami i śledztwami. Gra aktorska jest świetna. Sposób, w jaki serial został stworzony i przedstawiony widzom, przerasta moje najśmielsze oczekiwania. Mimo, że od prawdziwego Sherlocka dzieli go ponad sto lat i wiele obydwa dzieła różni, to jest to coś genialnego oraz pięknego. Kończąc serial na początku października nie wiedziałam, że dam radę obejrzeć go w tym roku po raz drugi i z każdą sekundą kochać go jeszcze mocniej. A z każdą sekundą kocham go jeszcze bardziej.



Także to by było na tyle. Wszystkie seriale, które mi się spodobały. Każdy z nich postanowiłam po krótce ocenić, aby przedstawić Wam to, co najbardziej mnie w nich urzekło. Mam nadzieję, że jakąś pozycją Was zainteresowałam i z chęcią ją obejrzycie. W szczególności ,,Sherlocka" bo jest to cudo nad cudami! Jaki jest Wasz ulubiony serial ubiegłego roku? 



//h.
Copyright © 2014 Książkowce , Blogger