Opium w rosole | Małgorzata Musierowicz

,,Jeżycjada” to seria znana dla nieco starszych pokoleń, dla tych młodszych już niekoniecznie. Trzonem całej serii jest rodzina Borejków, jednakże ,,Opium w rosole” skupia się na losach Genowefy L/Z/P/B/Tr/Sz-ompke. Co o jej przygodach sądzę? No właśnie.


Rodzinę Lewandowskich odwiedza pewna dziewczynka. Mówi im, że przyszła na obiadek. Początkowo domownicy byli bardzo zdziwieni, jednak pozwolili jej zjeść z nimi posiłek. Od tego popołudnia wszystko się zaczęło – cały szlak pod hasłem ,,Przyszłam na obiadek”. Genowefa zdążyła pokochać i rozkochać w sobie wiele rodzin, jednak najbardziej polubiła Kreskę. Kreskę, która jest nieszczęśliwie zakochana w Maćku i której szkoła daje w kość. Kiedy odkrywa, że Maciek również stracił dla niej głowę, jej życie powoli się zmienia. Jednakże Genowefa ciągle podróżuje od drzwi do drzwi prosząc o obiadek i swatając ze sobą każdego po kolei. Budując nową i ciekawą osobowość, powrót do domu nie jest taki wspaniały. Jej mama nie wie o wędrówkach córeczki, lecz szybko to się zmieni.

Kolejna polska książką, którą przeczytałam z jednego powodu- lektura szkolna. Lektura szkolna polskiego autora- nic dobrego to nie wróżyło. I oczywiście miałam rację. ,,Opium w rosole” całkowicie nie trafiło w moje gusta i to z każdej perspektywy.

Historia, która miała być przyjemna i interesująca, w wielu momentach wlokła się jak flaki z olejem i jest to chyba wina nieco melancholijnego tła powieści. Nie czytało się jej tragicznie, ale marzyłam tylko i wyłącznie o ujrzeniu ostatniego zdania. Mimo prostego i przejrzystego języka, źle mi się ją czytało. Nie czułam nic- żadnych emocji. Przez ponad 200 stron przebrnęłam bez żadnych uczuć, po prostu zero. Nie było zachwytu, szoku, żalu, złości czy szczęścia. Nie była to oczywiście powieść radosna- pokazano w niej bowiem kłótnie, zazdrość, żal. Wielu rzeczy trzeba było domyśleć się samemu, ze względu na brak możliwości pisania o nich wprost.

Główna bohaterka- Genowefa L/Z/P/B/Tr/Sz-ompke, a właściwie Aurelia Jedwabińska, była niezwykle głupiutką i irytującą postacią. To, co robiła i jak się zachowywała, doprowadzało mnie do szału. Zachowywała się jak dziecko, którym w końcu była, jednakże jako główna bohaterka, źle sprawdziła się w tej roli. Miałam wrażenie, że za moment powie o słowo za dużo i wszystko się rozsypie, nie mając kompletnie żadnego sensu.

Cała historia jest ogromnie surrealistyczna. Nierealna. Niemożliwa. Wiele rzeczy jest jak najbardziej normalnych i spotykanych, jednakże główny wątek to kompletnie inna galaktyka. Oczywiście pomysł na niego jest ciekawy i interesujący, ale został źle przedstawiony. Nie mówię tego przez moją niechęć do polskiej literatury, ale przez czysto książkowe poglądy. Po prostu nie podobało mi się.

Po przeczytaniu tej lektury jestem pewna jednej rzeczy- po ,,Jeżycjadę” na pewno już nie sięgnę. Nie mówię, że jest to książka katastorficzna, ale mi w gusta nie trafiła. Może to styl autorki, może źle zrealizowany pomysł, może specyficzny humor- nie wiem. Nie są to moje klimaty i po prostu ,,Opium w rosole” pójdzie w czytelniczą niepamięć.






,,Do ludzi trzeba wyciągnąć rękę. 
Trzeba. Możemy się nie doczekać odzewu. Ale jeśli nie wyciągniemy ręki, to odzewu na pewno nie doczekamy się z całą pewnością"





















 //h.

1 komentarz:

Copyright © 2014 Książkowce , Blogger