Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Swing Time | Zadie Smith

Swing Time | Zadie Smith

Trzymając w rękach ,,Swing Time” spod pióra Zadie Smith, liczyłam na przeczytanie książki bardzo ciekawej, emocjonującej, z dużym morałem na samym jej końcu. Zawiodłam się jednak, nie powiem, że nie.



Pewnego dnia dwie dziewczynki spotykają się pod kościołem. Krótki kontakt wzrokowy obudził w nich pewną nić porozumienia, która łączyła je przez długie lata. Obydwie marzą o karierze tancerek, tylko jednej się jednak to udaje. Nie będą ze sobą blisko, ale nigdy o sobie nie zapomną. Po latach Tracey udaje się spełnić dziecięce marzenia. Jej przyjaciółka zostaje asystentką pewnej gwiazdy i wraz z nią podróżuje w różne zakątki świata. Poznaje tam inne życie, inne problemy, inne kultury. Podróżując odkrywa, że ludzki żywot to nieustanny taniec, który ciągle zmienia swój rytm.

Pokładałam w tej historii nadzieję. Wierzyłam, że mnie porwie i wzruszy, w końcu tak gwarantował napis na okładce. Nie porwałam się, nie wzruszyłam, po prostu zawiodłam. Styl pisania autorki był dla mnie toporny. Nie byłam w stanie odnaleźć w nim słów, które motywowałyby mnie do dalszego czytania. Przez książkę brnęłam z dużym oporem. Wszystko szło do przodu nieco ociężale. Denerwowały mnie ciągłe zmiany czasu i miejsca akcji, czasem trudno było się odnaleźć we wszystkich wątkach. 

Bohaterowie byli dogłębnie zanalizowani i przedstawieni. Każdemu poświęcano większą lub mniejszą uwagę, ale o każdym z nich wiedzieliśmy wystarczająco dużo. Jest to chyba największy plus całej książki. Mimo że zostali oni ukazani bardzo dobrze, to co chwile jednak ktoś mnie irytował. Niewiele osób przewijających się w tej historii przypadło mi do gustu. W niektórych momentach żal mi było głównej bohaterki, która przeszła przez sporo nieprzyjemnych chwil. Jej przyjaźń i rodzina odbijały się na jej obecnym życiu, przez co z trudem odnajdywała szczęście.

Sama fabuła innowacyjna nie jest. Mamy tutaj pokazaną kobietę z problemami, która stara się iść przez życie najlepszą drogą. To wszystko. Gdyby nie fakt, że mamy możliwość poznania jej młodzieńczego życia, to książka ta byłaby ogromną katorgą. Liczyłam na morał, który da mi motywację do działania, jednakże takowego nie było. Mam wrażenie, że historia skończyła się tak nagle i bezsensownie, nie pozostawiając czytelnikowi niczego do przemyślenia. Jest to piąta powieść tej autorki, przez wielu uważana za najlepszą. Jeśli ta mi się nie spodobała, to boję się w ogóle sięgać po kolejne.

Podsumowując- nie polecam tej pozycji. Czytało mi się ją źle i ciężko. Historia również jest jedną z tych, którą lepiej przedstawioną znajdziemy w wielu innych książkach. Przez te 460 stron brnęłam nieco zawiedziona i zdegustowana. ,,Swing Time” zalicza się do tych lektur, o których chcę zapomnieć jak najszybciej i już więcej do nich nie wracać. 







,,Wreszcie zrozumiałam: nigdy nie świeciłam własnym światłem, zawsze krążyłam wokół blasku innych."










                                                                                             *****

       Za książkę dziękuję księgarni dadada.pl 




//h.
Smocza straż | Brandon Mull

Smocza straż | Brandon Mull

,,Smocza straż" jest darem od niebios dla każdej osoby, która pokochała ,,Baśniobór". Po tylu latach czekania w końcu powróciłam do Kendry i Setha, a moje odczucia co do ich nowej przygody już Wam prezentuję!


Kendra i Seth po wojnie z demonami na nowo zaczęli wieść spokojne życie. Wszystko jednak zmieniło się, gdy Agat złożył im wizytę w Baśnioborze. Obecnie w smoczych azylach nie wiodło się dobrze, wiele z nich upadło. Czarodziej zaproponował rodzeństwu, aby przejęło pieczę nad jednym z nich- Gadzią Opoką, czyli najgroźniejszym z azylów. Młodzi Sorensonowie nie zastanawiali się długo i przyjęli propozycję. Wiedzieli, że ich nowa praca miała być niezwykle ciężka i niebezpieczna, jednak nie zraziło ich to. Obiecali rozsądnie rządzić w smoczym świecie. Nie wiedzieli jednak, że król smoków będzie chciał się ich pozbyć i sam przejąć władzę. Czy Kendra i Seth dadzą radę ochronić świat przed owymi istotami? Co pozwoli im ocalić ludzkość?

W momencie, w którym dowiedziałam się o tej książce, moje życie na nowo nabrało kolorów. ,,Baśniobór” pokochałam od razu, tak samo stało się z tą serią. Brandom Mull jak zwykle napisał coś niezwykle przyjemnego i łatwego w odbiorze. Styl pisania nie zmienił się ogromnie, jednak dostrzegłam, że książkę czytało się o wiele szybciej niż te poprzednie. Opisy sytuacji i zjawisk były bardzo dokładne, jednakże proste w odbiorze. Mimo że akcja rozgrywała się w kompletnie innym miejscu od Baśnioboru, to autor zachował ważne jego elementy, przez co trzymaliśmy się poprzedniej serii i nie czuliśmy ogromnej zmiany.

Co do bohaterów- nie mam zastrzeżeń. Akcja powieści rozgrywa się w niewielkim odstępnie czasowym od ostatniego tomu ,,Baśnioboru”, więc postacie nie zmieniły się ogromnie. Te nowe, które dopiero zostały wprowadzana w świat magii, idealnie wpasowały się w cały klimat i pozwoliły cofnąć się do pierwszych przygód Kendry i Setha. Smoki występujące w historii również zostały dobrze przedstawione. Każda osoba i każdy stwór był swoisty i nie zlewał się z kimś innym.

,,Smocza straż” jest osadzona w tym samym świecie co ,,Baśniobór”, jednak jest to odrębna seria. Dalej podążamy wraz z rodzeństwem Sorenson przez magiczne gąszcze różnych przygód. Ta, przez którą przechodzą w tej powieści, jest inna i niepodobna do pozostałych. Bałam się, że po tych kilku latach czekania na nowy tom ,,Baśnoboru" ta książka mi się nie spodoba i wyda się być zbyt dziecinna. Na szczęście nie było tak. Brandon Mull potrafi dopasować fabułę i wszystkie wątki do każdej grupy wiekowej, więc nie można było się tą pozycją zawieść.


Po długim czasie rozłąki z ,,Baśnioborem”, Brandon Mull zaprezentował nam nową serię z tymi samymi bohaterami. Nowy cykl strasznie mi się spodobał i jak najbardziej czekam na jego kolejnego tomy. Jest to historia godna uwagi, chociażby ze względu na to, że nasi ulubieńcy powrócili w nowej odsłonie. Kto się skusi na tę pozycję? 





,,Nielubienie kogoś to prawie tak wielkie zobowiązanie jak miłość, ale nie niesie ze sobą tych samych konsekwencji.”













//h.

Fałszywy pocałunek | Mary E. Pearson

Fałszywy pocałunek | Mary E. Pearson

Pozytywne zaskoczenia to coś, co lubi każdy z nas. Mimo znajomości opinii na temat ,,Fałszywego pocałunku” nie nastawiałam się bardzo pozytywnie do tej powieści, ponieważ już nie raz przekonałam się, że to co przez wielu jest polecane, może okazać się jedną wielką klapą. Jednak na jaw wyszło, że ,,Fałszywy pocałunek" jest niezwykle przyjemną i przede wszystkim dobrą książką, która przypadła mi do gustu.


Księżniczka Lia jest pierwszą córką rodu Morrighan. Co za tym idzie- posiada ogromny dar. Dar, który jest dla niej nieznany i obcy. Została od niego odsunięta. Księżniczka była rygorystycznie wychowywana wśród określonych zasad, przez co została postawiona przed wielkim obowiązkiem, do którego nie była przygotowana. W dniu swojego ślubu, wraz ze swą przyjaciółką Pauline, ucieka z królestwa. Dziewczyny podążają do nadmorskiego miasteczka, w którym miały rozpocząć nowe życie. Księżniczka wiedziała, że będzie ścigana i śledzona. Nie wiedziała jednak, że książę, którego miała poślubić, również wyruszy jej śladem. Lia jest niezwykle bliska odkrycia wielu tajemnic, które mogą zniszczyć wszystko co osiągnęła i w co wierzyła. 

Od pierwszej strony zostajemy wciągnięci w świat wykreowany przez autorkę. Świat, który wydaje się być żywcem wyciągnięty z baśni, po którą sięgaliśmy w dzieciństwie. Każde słowo napisane przez Mary E. Pearson idealnie obrazuje całą akcję książki. Autorka mimo niezwykle prostego i przejrzystego stylu pisania stworzyła powieść, która wydawałaby się być banalna, jednakże przez świetne opisanie całej historii tak nie jest. Mamy tutaj do czynienia z romansem, fantastyką, literaturą młodzieżową… Można powiedzieć, że jest to książka wielogatunkowa, która wpasuje się w różnorodne gusta. Każde słowo dobrze zgrywa się z następnym, przez co zostajemy zapoznani z genialnie przepływającymi wątkami, które tworzą przyjemną opowieść. ,,Fałszywy pocałunek” czyta się niezwykle szybko, chociaż ponad pięćset stron wygląda dla wielu nieco przerażająco!

Główna bohaterka Lia ma w sobie pewną iskierkę, która sprawia, że nie da się jej nie lubić. Jest ona niezwykle inteligentną i zaradną osobą. Potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji.  W końcu gdyby nie to, to nie udałoby jej się uciec z królestwa i ułożyć życia na nowo. Lia nie jest jednak idealnym obrazem księżniczki. To, co sobą pokazuje, totalnie odbiega od królewskich stereotypów. Nie jest zacofaną i zadufaną w sobie przedstawicielką poważanego rodu. Ma wiele pożytecznych umiejętności, które przydają jej się na co dzień. Oprócz tego cechuje się rezolutnością i zaradnością. Jest świetnie wykreowaną postacią i tutaj nie mam żadnych zarzutów. Wszystkie postacie w tej książce zostały przedstawione niezwykle dobrze. Każda miała swój własny i niepowtarzalny charakter oraz sposób bycia. Nikt nie zlewał się w niejasną plamę. Bohaterowie idealnie się dopełniali, tworząc spójną całość.

Najbardziej w tej książce spodobał mi się motyw dwóch postaci męskich- księcia oraz zabójcy i to, jaką rolę odegrali w całej powieści. Ich zarys poznaliśmy szybko, jednakże poprzez ich relacje z Lią nie jesteśmy w stanie odgadnąć kto jest kim. Autorka wodzi nas za nos, nie chcąc ujawnić tej tajemnicy. Księżniczka sama nie ma pojęcia z kim właśnie rozmawia, przez co cała jej historia wydaje się być jeszcze bardziej tajemnicza. Dopiero około stu stron przed końcem całej lektury dowiadujemy się, który z nich jest tym złym, a który tym dobrym. Dla mnie nie było to ogromnym szokiem, ponieważ miałam już swoje podejrzenia, które okazały się trafne. Nawet moje wcześniejsze odkrycie nie pozbawiło mnie przyjemności płynącej z tej lektury.

Można powiedzieć, że ,,Fałszywy pocałunek" to nieco schematyczna powieść, ponieważ na rynku jest wiele dzieł o podobnych motywach. Jednakże ta pozycja ma w sobie coś wyjątkowego.  Między stronami tej książki czeka na nas świat, który nie jest do odrzucenia. Gdy już się w niego zagłębimy, to więcej się od niego nie oderwiemy. Następne tomy zapowiadają się równie ciekawie jak ten, więc czekam na nie z niecierpliwością, ponieważ jest to historia warta uwagi!







,,Jeśli komuś nie można ufać w miłości, to nie można mu ufać w niczym.”



















 //h.
Moja siostra Rosa | Justine Larbalestier

Moja siostra Rosa | Justine Larbalestier

,,Moja siostra Rosa” to thriller, który swoim opisem bardzo mnie zaciekawił. W prawdzie spodziewałam się książki pełnej intryg i zwrotów akcji, a otrzymałam coś kompletnie innego, to nie zraziłam się do tej pozycji. Jest to historia o podłożu psychologicznym, co mnie niezwykle zainteresowało. Dziesięcioletnia psychopatka wciągnęła mnie w swój świat i nie zmarnowała mojego czasu.


Che ma siedemnaście lat i pełni rolę brata-strażnika. Jego siostra jest nieprzewidywalnym i niebezpiecznym dzieckiem, które wraz z wiekiem zdaje się zamieniać w jeszcze większego potwora. Uroda aniołka i dobrze rozwinięta gra aktorska powodują, że dziewczynka skrada serce każdego. Nikt jednak nie jest w stanie uwierzyć, kiedy Che opowiada, jakie sekrety ona skrywa. Po przeprowadzce do Nowego Jorku Rosa odkrywa, jak wiele możliwości posiada to miasto. Zaczyna knuć plany i intrygi, które skrzywdzą wiele osób. Che zawsze chronił Rosę przed światem, ale teraz świat wymaga ochrony przed nią.

Wydawać się mogło, że będzie to mrożący krew w żyłach thriller, który zbudzi w nas dawno zapomniane szare komórki i nie pozwoli o sobie długo zapomnieć. Nie było tak. Akcji było mało, co jest dużym minusem, ponieważ temat jest bardzo interesujący i godny rozwinięcia. Dziesięcioletnia psychopatka, która rani wszystkich dookoła niezwykle mnie przyciągnęła. Sam brak akcji mnie od niej nie odciągnął. Nie było w powieści wielu zwrotów akcji. Autorka brnęła przez wszystkie rozdziały opisując coś niezwykle specyficznego- Rosę i jej upodobania. Małą ilość akcji nadrabiały liczne opisy odczuć bohaterów oraz Che, który poprzez swoją wiedzę lekarską z łatwością i prostotą był nam w stanie przedstawić i wytłumaczyć wiele aspektów z życia swojej siostry.

Che jest świetnie wykreowanym bohaterem. Pod koniec powieści przeżyłam szok, kiedy dowiedziałam się czegoś, czego wcale się po nim nie spodziewałam. Uwielbiam jego osobę przez poglądy, które posiadał, przez marzenia, które starał się spełnić, przez cele, które obrał…. Che jest niezwykle inteligentnym i rozwiniętym nastolatkiem, który osiągnąłby wiele, gdyby nie ciągłe przeprowadzki. Jego siostra Rosa również jest genialnie rozplanowana. Z jednej strony jest kochającym i urokliwym aniołkiem, a z drugiej zimnym i bezwzględnym demonem. Dziewczynka przerażała mnie całą sobą, ponieważ jak na dziesięcioletnią osobę, swoim intelektem przewyższała nawet dorosłych, a swoimi czynami pokazywała swój brak ludzkich uczuć. Była okropną osobą pomimo wspaniałego sposobu, w jaki została wykreowana. 

Jak już wcześniej wspominałam- cała książka pozbawiona jest dużej akcji. Oczywiście akcja ta jest, ale nie została ona zarysowana tak bardzo, że oderwanie się od powieści byłoby cudem. Wbrew pozorom, nie było to katastrofalnie dużym problemem. ,,Moją siostrę Rosę” czytało się szybko i sprawnie. Bardzo ciekawe w tej historii jest podłoże psychologiczne, które pozwala zrozumieć nam tok myślenia psychopaty i osób, którymi się otacza. Nie jest to na pewno głupia lektura, która niczego nie nauczy. Ja na przykład zapamiętałam co nieco o budowie mózgu, więc jednak coś do naszego życia wniesie!


Świat małej Rosy został przedstawiony bardzo dobrze, przez co czasami odczuwałam ciarki przechodzące mi po plecach. Nie warto zrażać się do tej pozycji tylko ze względu na mało wartką akcję. Trzeba znaleźć w niej drugie dno i wciągnąć się w jej psychologiczne zagadnienia. ,,Moja siostra Rosa” nie jest głupią pozycją i jeśli ktoś szuka książki, która czegoś nauczy i coś wytłumaczy w prosty i przyjemny sposób- to pozycja dla niego. Jeśli autorka napisze kiedyś książkę o podobnym podłożu to będę osobą, która przeczyta ja na sto jeden procent! 






,,- Czyli to ja cię uratowałam- oznajmia Rosa. Nigdy jeszcze nie miała aż tak przebiegłej minki.”









                                                                                      *****

       Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,Bukowy las". 








//h.







Podtrzymując wszechświat | Jennifer Niven

Podtrzymując wszechświat | Jennifer Niven

Jennifer Niven była dla mnie znana jeszcze zanim przeczytałam ,,Podtrzymując wszechświat”. Po jej twórczość od dawna chciałam sięgnąć i cieszę się, że przygodę z tą autorką zaczęłam właśnie od powieści ,,Podtrzymując wszechświat”.


Libby została okrzyknięta ,,najgrubszą nastolatką w Ameryce” zaraz po wydobyciu dziewczyny dźwigiem z jej własnego domu. Jej wieloletnia walka z samą sobą była jej największym wyzwaniem. Dzięki niemu, teraz czuje się dobrze sama ze sobą.
Jack jest popularnym i przez wszystkich lubianym nastolatkiem. Ma paczkę znajomych, dziewczynę i kochającą rodzinę. Nie każdy jednak wie, że jego tato ma kochankę, która jest jego nauczycielką. Nie każdy również wie, że Jack cierpi na prozopagnozję.
Kiedy Jack rzuca się na Libby, a dziewczyna niszczy szkolne mienie, zmuszeni są do uczęszczania na szkolną terapię. Tam, zbliżają się i odkrywają, że nie są niechciani, a potrzebni i wspaniali. Nastolatkowie stają się sobie coraz bliżsi, a przez czas spędzony razem, tracą uczucie samotności.

Jak już wspomniałam, Jennifer Niven już dawno zachęciła mnie do swojej twórczości, jednak nie sięgałam po nią aż do wydania ,,Podtrzymując wszechświat”. Jest to jej druga powieść i mogę szczerze powiedzieć, że autorka bardzo dobrze rokuje. Sposób, w jaki pisze, jest naprawdę prosty i przejrzysty, lecz za tą delikatnością, kryje się niezwykle wielkie przesłanie. Autorka swoimi słowami przekazuje wiele informacji znanych dla większości młodzieży. Pomimo 400 stron- powieść czyta się niewiarygodnie szybko. Historia nam ukazana jest prawdziwa i realna - założę się, że wiele osób zmagających się z otyłością wie, co Libby czuła.

Uczucia Libby zostały odwzorowane świetnie. Każda emocja dziewczyny wydawała się szczera i namacalna – nic nie było udawane czy naciągane. Nastolatka była realistyczna aż po same kości i pomimo jej dużej wagi, przed oczami pojawiał się obraz szczupłej i cieszącej się życiem uczennicy. W końcu Libby taką się czuła i to jest najważniejsze.
Jack również był genialną postacią. Jego choroba, która jest niezwykle uciążliwa i ciężka, nie przeszkadzała mu w zawieraniu nowych znajomości i zakochiwaniu się. Pomimo bycia ślepym na twarze, chłopak cieszył się życiem i starał się je wykorzystywać w stu procentach. Uwielbiam jego osobowość, ponieważ nie jest on tuzinkowym nastolatkiem- ma w sobie coś więcej.

Cała historia nie opiera się tylko i wyłącznie na uczuciach dwóch nastolatków i ich relacjach. Pokazane są tutaj kompleksy bohaterów, problemy, którym muszą stawić czoła, znajomości rozwijające się każdego dnia… Każde słowo użyte w tej powieści trafiało prosto w moje serce, ponieważ jako nastolatka, po części wiem, jak Libby czy Jack na co dzień się czują. Ich historia może się wydawać prosta i banalna, ale wbrew pozorom nie jest ona łatwa do zrozumienia (w szczególności dla dorosłych). Pani Niven pięknie zaprezentowała, jak ciężka walka w końcu doprowadza do celu i szczęścia.


,,Podtrzymując wszechświat” udziela wielu pożytecznych i życiowych lekcji. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że mogłam poznać tę historię i po prostu ją pokochać. Jej delikatność i szczerość wsiąkła we mnie i podarowała świeże spojrzenie na świat. Zdecydowanie każdy nastolatek- nie ważne jakiej płci- powinien ją przeczytać, aby zrozumieć problemy otaczającego świata. ,,Podtrzymując wszechświat” to po prostu świetna książka i nie ma co zaprzeczać. 







,,Nigdy nie zostawiamy z tyłu starego świata, po prostu tworzymy sobie nowy."














            
                                                                                        *****

       Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,Bukowy las". 










//h.
Prawdodziejka | Susan Dennard

Prawdodziejka | Susan Dennard

Nigdy w życiu książka, którą czytałam, nie zgrała się z klimatem, w którym przebywałam. Dopiero ,,Prawdodziejka" Susan Dennard swoją akcją rozgrywającą się w dużej mierze na morzu, dopasowała się do szumu chorwackich fal.


Safiya i Iseult są więziosiostrami. Pierwsza z nich jest prawdodziejką, dla której mocy inni czarodzieje są w stanie zabić. Potrafi zdemaskować każde kłamstwo. Druga zaś, więziodziejka, sama nie zna własnych magicznych granic, a potęga jej mocy jest dla niej tajemnicą. Dziewczyny znowu wpadły w tarapaty i musiały uciekać. Uciekać z dala od stolicy i wszystkich bliskich im osób. Niebezpieczeństwo czaiło się tuż za rogiem, a wojna zbliżała się wielkimi krokami. Sojusznicy, którzy mieli je wspierać i pomagać, sami zostali ofiarami rozmaitych intryg i nie grali fair. Niektórzy byli w stanie posunąć się do ostateczności, aby posiąść prawdodziejkę na własność. Czy przyjaciółki wygrzebią się z tarapatów i odbudują swoje życie na nowo? No i co najważniejsze - czy przeżyją?

Pierwsze trzy rozdziały przyprawiły mnie o ból głowy. Od samego początku zostaliśmy wrzuceni w wir akcji, obrzuceni nazwami wszystkich państw i imperiów oraz imionami wielu osób. Świat, który okazał się później świetnie dopracowany i genialnie przedstawiony, początkowo był zagmatwany i zbyt trudny do pojęcia. Wszystkiego było za dużo i musiałam odpocząć. Ponownie sięgnąwszy po powieść kilka dni później zostałam zaabsorbowana całą historią. Porwana w czaroziemski świat  nie zdołałam się z niego wyplątać.

Bohaterowie, których mamy tutaj sporo, zostali pokazani wspaniale. Każda osoba w bardzo prosty sposób przenikała ze stron do mojej wyobraźni. Wydawała się tętniąca życiem i przede wszystkim prawdziwa. Postacie miały swoje własne charaktery, swój własny wygląd, swoje własne przeżycia i odczucia oraz swoje własne momenty w całej historii. Przez długi okres czasu nie natknęłam się na powieść, w której bohaterowie głowni, drugoplanowi i ci epizodyczni mieli swoje przysłowiowe 5 minut, aby zostać pokazanymi z tej dobrej perspektywy. Cała lektura tętniła życiem i uwierzcie mi, nie dało się przy niej nudzić. Główna bohaterka nie była irytująca. Jej zaciekłość, odwaga i niezależność genialnie odzwierciedlały klimat tej historii. Jej odczucia i przeżycia były szczere, a miłosna intryga, która chcąc nie chcąc musiała się do tej książki wtrącić, dopadała ją powoli i z oczekiwanym skutkiem. Sam obiekt jej westchnień, którego imienia nie zdradzę, żeby nie pozbawić was przyjemności, był świetnie wykreowaną postacią i skradł moje książkowe serce. Wszyscy bohaterowie byli cudowni, nawet brutalny krwiodziej!

Historia, którą pani Dennard nam zaprezentowała, jest opisana bardzo dobrze. Język nie jest skomplikowany i ciężki, przez co ,,Prawdodziejkę" czyta się sprawnie i przyjemnie. Do stylu pisania nie mam żadnych zastrzeżeń, nawet nieco wulgarne słownictwo w pewnych momentach, pasowało do tych nadmorskich krain i żeglarskich zwyczajów.

Pomysł na książkę jest genialny i tutaj nie mam nic więcej do powiedzenia. Nie natknęłam się jeszcze na podobnych bohaterów, na podobną fabułę. Można rzec, że ,,Czaroziemie" będzie cyklem jedynym w swoim rodzaju. Mam nadzieję, że ,,Wiatrodziej" będzie jeszcze lepszy, ponieważ już nie mogę się go doczekać!!

Oczywiście nie mówię, że jest to książka idealna i bezbłędna, bo dostrzegłam tutaj kilka mankamentów (niektóre z nich są oczywiście subiektywne). Wiele wątków poruszonych przez autorkę jest dla mnie niezrozumiałych i albo ja nie jestem w stanie ich pojąć, albo nie są one dobrze wytłumaczone. Niektóre z idei zostały moim zdaniem puszczone mimo uszu i po prostu zostawione samym sobie. Według mnie za mało dowiedzieliśmy się o przeszłości bohaterów, która zawsze mnie bardzo ciekawi. Za mało było w fabule Kullena i jego sercowięzi, za mało krwiodzieja ( cieszy mnie fakt, że trzeci tom będzie właśnie o jego mocy), brak mi też było informacji o mnichach i Cahr Awenach, którzy niezmiernie mnie zaciekawili. Żyje w przekonaniu, że kolejne części wniosą do mojego żywota więcej wiadomości o powyższych postaciach, ponieważ wydają mi się one bardzo interesujące!!


Ogólnie rzecz ujmując ,,Prawdodziejka" jest bardzo dobrą książka. Pomimo tych moich osobistych niedociągnięć jestem zachwycona tą powieścią. Nie zmarnowałam na nią czasu, a wręcz poświęciłam go dobrze. Historia ta jest obowiązkowa dla każdego, kto lubi fantastykę i nie tylko. Jak Sarah J. Maas powiedziała ,,Prawdodziejka wejdzie do kanonu" - tak się stało. Róbcie miejsce na półkach i sięgajcie po tę lekturę, bo naprawdę warto!


 



,,Mhe verujta. - Zaufaj mi, jakby moja dusza była twoją duszą."


















//h.

Okrucieństwo | Scott Bergstrom

Okrucieństwo | Scott Bergstrom

Ostatnimi czasy moje serce zostało skradzione przez powieści kryminalne i sensacyjne. Sprawiają mi największą przyjemność i nawet moja ukochana fantastyka została przez nie wyprzedzona. Bardzo ucieszyłam się, kiedy dostałam propozycję zrecenzowania ,,Okrucieństwa” Scott’a Bergstrom’a, bowiem miałam nadzieję, że ta książka idealnie wpasuje się w moje obecne wymagania.


Siedemnastoletnia Gwendolyn Bloom mieszka w Nowym Jorku ze swoim 
ojczymem - dyplomatą. Jej matka zmarła kilka lat temu w bardzo przykrych okolicznościach. W chwili obecnej jej życie toczy się powoli, ale w miarę szczęśliwie, nie licząc znęcającej się nad nią Astrid oczywiście. Gwen była silna, niezależna i przede wszystkim bystra. Ale do czasu. Jej życie obraca się o 180o, kiedy dowiaduje się, że jej ojciec w trakcie swojej misji w Paryżu zaginął bez śladu. Śledztwo, które początkowo szło sprawnie, nagle zostaje umorzone. Wtedy nastolatka postanawia wyruszyć w świat i odnaleźć ojca na własną rękę. Była w stanie poświęcić wszystko dla swojego ukochanego taty. Postanowiła nie cofać się przed niczym i w razie potrzeby- cicho i brutalnie wyeliminować przeciwników.

Książka zaczyna się w dniu 10 rocznicy śmierci mamy Gwen, dlatego stykamy się z dość smętnym i przykrym nastrojem na samym początku. Zmienia się to jednak szybko i sprawnie. Przeżycia i odczucia dziewczyny przez całą powieść wydają się być tak naturalne i tak szczere, co stawia autora w bardzo dobrym świetle. Pan Bergstrom manipuluje słowami w świetny sposób. Akcja idealnie przepływa i nabiera tempa. Wszystkie gwałtowne i mrożące krew w żyłach momenty są napisane bardzo żywiołowo. Ta lektura nie jest monotonna. Ciągle się coś dzieje, ciągle mamy wartką fabułę, która przyciąga i nie chce puścić. Brutalność niektórych scen, o czym sam tytuł nas informuje, jest realistyczna. Wyobraźnia czytelnika jest tak pobudzona, że posiada się wrażenie oglądania filmu sensacyjnego. To wszystko wydaje się rozgrywać prosto przed oczami odbiorcy (co teoretycznie jest prawdą).

Bohaterowie prowadzą swoje własne życie w taki sposób, w jaki chcą. Zostali rozpracowani i przedstawieni w bardzo dobry sposób. Każdy był odmienny, inny, a za razem taki sam. Dlaczego taki sam? Praktycznie wszyscy mieli do czynienia z bronią, śmiercią czy szpiegostwem i agresywnością. Te czynniki były takie same dla wielu. Główna bohaterka skradła moje serce. Potrafiła być groźna i bezlitosna, a chwilę później skromna, złamana i bezbronna. Obserwowanie jej zmiany wewnętrznej, jak i zarówno tej zewnętrznej, było przyjemnością i zaszczytem. Z tej grzecznej i nieco zagubionej dziewczynki przeobraziła się w silną i niezależną kobietę. W obliczu zła zachowała również swoje dawne oblicze, chociaż nieustanna walka i niepewność zmieniły ją bezpowrotnie.

Jak już wyżej pisałam, autor pisze bardzo dobrze. ,,Okrucieństwo" jest jego pierwszą książką i jak na debiut literacki, jest napisany świetnie. Pomimo niewielu nieścisłości i mojego zagubienia w pewnych wątkach, jestem bardzo zadowolona z tej lektury. Niby wątek przewidywalny- szczęśliwa osoba nagle wyrwana z szarej rzeczywistości, która musi stać się bezwzględna i zrobić coś, czego nigdy nie chciała- ale napisany dobrze i ciekawie. Nie nudziłam się czytając tę pozycję. I z wielkim trudem odkładałam ją na półkę.

Nie powiem, że przewidziałam zakończenie, bo tak nie było. Po części oczywiście wiedziałam, jak ono będzie wyglądało, ale fakt faktem przeżyłam ogromny szok. Ostatnie słowa wbiły mnie w fotel. Osłupiałam i nie wiedziałam co się właśnie stało. Koniec końców czuję niedosyt i potrzebuję poznać dalsze losy Gwendolyn! 

,,Okrucieństwo" jest debiutem, który strasznie mi się spodobał. Teraz czekam na kolejne tomy, które autor już zapowiedział. Mam nadzieję, że będą równie dobre, a nawet jeszcze lepsze niż ten! Liczę również na to, że pan Maciej Studencki zechce je przetłumaczyć tak dobrze jak pierwszą część. Jeśli sięgniecie po tą powieść to gwarantuje, że się nie zawiedziecie.






,,Są częścią czystego świata, do którego ja już nie należę."










                                                                                      *****

                                                 Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,Bukowy las". 


                                                                     








//h.



Nawiedzony dom | Joanna Chmielewska

Nawiedzony dom | Joanna Chmielewska

Książki, po które sięgamy, nie zawsze są najnowszymi bestsellerami czy popularnymi tomiszczami. Od czasu do czasu spośród tych tysięcy pozycji wybieram te, o których dzisiaj już chyba nikt nie pamięta. No..... nie wybieram, tylko przymusem czasu i kurzu automatycznie zaczynam je czytać. Po ponad dwóch latach magazynowania brudu na mojej półce, musiałam w końcu zacząć przygodę z ,,Nawiedzonym domem" Joanny Chmielewskiej.




Rodzina państwa Chmielewskich zamierza przeprowadzić się do wielopokoleniowego domu, otrzymanego w testamencie, który teraz zamieszkały jest przez kompletnie obcych im ludzi. Muszą kulturalnie ich wyprosić, aby posiadłość należała tylko do nich. Prawie im się udało. Tylko pewna starsza pani i jej syn nie chcieli opuścić swojego mieszkania. Dlaczego? Tego nikt nie wiedział. Dwójka rodzeństwa: Janeczka i Pawełek wraz z ich wiernym psem Chabrem, pomimo młodego wieku, pałają niewyobrażalnie wielką żądzą przygód. Ich niezwykła żywiołowość wraz z ogromnym sprytem pozwala rozwiązać wiele zagadek. Nawet jeśli ich śledztwo opiera się na miejscu, gdzie żadnej zbrodni nie popełniono, oni od razu znajdą w nim mroczną tajemnicę godną uwagi. Czy sekret, który wyczaili na strychu pomoże im w pozbyciu się sąsiadki i rozwiązaniu szajki bandytów?

Sam fakt, że książka czekała sobie spokojnie na regale przez 2 lata, nie stawiał jej w dobrym świetle. Nie potrafiłam i nie chciałam się za nią zabrać. Trudno mi nawet wytłumaczyć dlaczego. Sięgnęłam po nią dopiero w te wakacje, ze względu na postanowienie przeczytania wszystkich nieprzeczytanych powieści z mojej skromnej biblioteczki. ,,Nawiedzony dom" chcąc nie chcąc musiał się na tej liście pojawić. Usiadłam na krześle i nie dając tej lekturze dużych nadziei, zaczęłam się w nią zagłębiać. Czytałam, pochłaniałam ją i wiecie co? Nie była zła. W pewnym momencie nie byłam w stanie jej nawet odłożyć, co przy książkach z czasów dzieciństwa moich rodziców praktycznie w ogóle się nie zdarza.

Trudno mi było cokolwiek napisać o fabule tej powieści, żeby nie zdradzić niczego ważnego. Jeśli byście dowiedzieli się ode mnie za dużo to ,,Nawiedzony dom" nie sprawiłby wam takiej frajdy, jaką oferuje przy totalnej niewiedzy. Pomysł na książkę jest bardzo dobry, chociaż odbiega od tego, co jej tytuł mógłby nam zasugerować (oczywiście nie pod wszystkimi względami, bo czasem faktycznie coś tam straszyło). Główną rolę i głównym wątkiem są tutaj dzieci i ich działania powiązane z sytuacją, w której się znalazły. Jest to ciekawe i nieco inne ze względu na to, że rzadko kiedy sięgam po książki o osobach młodszych ode mnie.

Styl pisarki jest naprawdę, naprawdę łatwy, prosty i przyjemny, co skutkuje bardzo krótkim czasem czytania. Zdania nie mają skomplikowanej budowy i nie są ciężkie do zrozumienia. W swojej prostocie dają nam namacalność sytuacji.  Minusem jest jednak to, że o bohaterach wiemy tyle co nic. Nie podano nam żadnych szczegółowych cech zewnętrznych, przez co postacie były trochę nijakie i wyblakłe, pomimo że powieść była pełna życia i entuzjazmu.

Sytuacje nam zaprezentowane są jak żywo wyciągnięte z powieści kryminalno-sensacyjnej i osadzone w pozycji, po którą sięgną młodsi czytelnicy. Tutaj duże brawa dla autorki, która pomimo tego kryminalistycznego wątku potrafiła wpleść dużo młodzieńczego humoru i radości życia. Te humorystyczne epizody powinny trafić nawet do osób, które urodziły się 20 lat i jeszcze później po wydaniu pierwszego egzemplarzu tego tworu. Wydają się być świeże i aktualne. W piękny sposób zaprezentowana została nam też miłość, jaką człowiek potrafi obdarzyć zwierzę. Miłość, która jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. Gdyby główni bohaterowie nie byli dzieciakami to ,,Nawiedzony dom" byłby pozbawiony charyzmy i uroku.

Skłamałabym mówiąc, że ta książka nie jest książka dla dzieci. Owszem jest, jednakże nie sprawiło mi to dyskomfortu. Przeczytałam ją i jestem w stanie stwierdzić, że nawet dorośli spokojnie mogą ,,Nawiedzony dom" poznać i nie zawieść się na nim. Sama prawie nigdy nie sięgam po polskie powieści, ale ta była bardzo przyjemna i zadowalająca. Nie powiem, że przekonała mnie do polskiej literatury na tyle, żebym pobiegła do biblioteki i wypożyczyła kilkanaście pozycji polskich autorów. Nie, ale na pewno swoją prostotą przekonała mnie do zbliżenia się choć odrobinę do naszych ojczystych publikacji.

,,Nawiedzony dom" jest ciekawą i na swój sposób intrygującą pozycją. Pomimo, że nie jest najnowsza, ma w sobie współczesną magię, której czasem nam brakuje.







,,Odsuń te nogi! – wrzasnęła zirytowana, zziajana i zasapana Janeczka. – Wszędzie masz nogi, chyba z tysiąc! Gdzie ja mam wleźć?"
















//h.
Copyright © 2014 Książkowce , Blogger