Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagraniczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagraniczne. Pokaż wszystkie posty
Błyskotliwa zieleń | Stefano Mancuso i Alessandra Viola

Błyskotliwa zieleń | Stefano Mancuso i Alessandra Viola

Ostatnimi czasy na blogu było dość cicho, ponieważ zatraciłam jakąkolwiek ochotę do czytania. Na szczęście w końcu wracam z nową motywacją, nową energią i większym zapałem. Dzisiaj prezentuję Wam recenzję książki, która niestety nie zachwyciła mnie tak bardzo, jak myślałam, że zachwyci. Mowa tutaj o ,,Błyskotliwej zieleni” Stefana Mancuso oraz Alessandra Viola.


Rośliny to przez wieki niedoceniane elementy przyrody. Wciąż prowadzone badania pozwalają odkryć o nich wiele interesujących rzeczy, o których nigdy sami byśmy nie pomyśleli. Stefano Mancuso postarał się przedstawić i wytłumaczyć nam inteligencje roślin. Opowiedział o tym, jak ludzie postrzegali rośliny na przestrzeni lat. Opisał ich zachowania, sposób komunikacji czy podejmowania decyzji. Wiedzieliście, że rośliny posiadają osobowość i dysponują pięcioma zmysłami? Jeśli nie, to pocieszę Was tym, że też o tym nie wiedziałam i dopiero kilka dni temu się dowiedziałam.

Zaciekawiła mnie ta pozycja, nie powiem, że nie. W prawdzie z biologią niekoniecznie dobrze się dogadujemy, ale ,,Błyskotliwa zieleń” zapowiadała się bardzo dobrze. Moje oczekiwania minęły się lekko z efektem, bo trochę się zawiodłam. Mimo że książka jest bardzo krótka (160 stron) to czytało mi się ją topornie. Język w jakim została ona napisana nie był skomplikowany, ale przebrnęłam przez niego z trudem. Opisy czasem wydawały się być zbyt długie i niepotrzebne, ponieważ czasem tekst nie różnił się od tego, który zawarty był na kilku stronach przedtem. Oprócz tego często pojawiały się zbyt długie i specjalistyczne słowa, które dla nie-biologów niekoniecznie są zrozumiałe. 

Sam pomysł na taką książkę jest interesujący, ale i ciężki do zrealizowania. Podziwiam tutaj autorów, którzy podjęli się tego wyzwania. Czytając tę lekturę oczywiście dowiedziałam się kilku dość interesujących faktów, które wcześniej były mi całkowicie obce. Wiele momentów było niesamowicie ciekawych i pouczających, otwierających nam drzwi do królestwa roślin. Oprócz spraw czysto roślinnych, autor wplatał różne wątki historyczne oraz porównania do osób, które z przyrodą nic wspólnego nie miały. Było to specyficzne, ale interesujące i dobre posunięcie. Bardzo spodobało mi się mała wzmianka o Alanie Turingu i jego dokonaniach, ponieważ już dawno zainteresował mnie swoimi osiągnięciami, a w tego typu książce się go nie spodziewałam.

Może i ta pozycja ma kilka niedoskonałości, ale dla osób interesujących się biologią mogą być wręcz niedostrzegalne. Jeśli ktoś z Was chce się dowiedzieć czegoś o roślinach i ich królestwie to ta lektura jak najbardziej się do tego nadaje. 





,,Podobnie jak zwierzęta, które żyją w ziemi lub bezpośrednio na niej, rośliny nie musiały wykształcić narządu słuchu, ponieważ i bez niego słyszą znakomicie."











                                                                                     *****

       Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,Bukowy las". 







//h.

Swing Time | Zadie Smith

Swing Time | Zadie Smith

Trzymając w rękach ,,Swing Time” spod pióra Zadie Smith, liczyłam na przeczytanie książki bardzo ciekawej, emocjonującej, z dużym morałem na samym jej końcu. Zawiodłam się jednak, nie powiem, że nie.



Pewnego dnia dwie dziewczynki spotykają się pod kościołem. Krótki kontakt wzrokowy obudził w nich pewną nić porozumienia, która łączyła je przez długie lata. Obydwie marzą o karierze tancerek, tylko jednej się jednak to udaje. Nie będą ze sobą blisko, ale nigdy o sobie nie zapomną. Po latach Tracey udaje się spełnić dziecięce marzenia. Jej przyjaciółka zostaje asystentką pewnej gwiazdy i wraz z nią podróżuje w różne zakątki świata. Poznaje tam inne życie, inne problemy, inne kultury. Podróżując odkrywa, że ludzki żywot to nieustanny taniec, który ciągle zmienia swój rytm.

Pokładałam w tej historii nadzieję. Wierzyłam, że mnie porwie i wzruszy, w końcu tak gwarantował napis na okładce. Nie porwałam się, nie wzruszyłam, po prostu zawiodłam. Styl pisania autorki był dla mnie toporny. Nie byłam w stanie odnaleźć w nim słów, które motywowałyby mnie do dalszego czytania. Przez książkę brnęłam z dużym oporem. Wszystko szło do przodu nieco ociężale. Denerwowały mnie ciągłe zmiany czasu i miejsca akcji, czasem trudno było się odnaleźć we wszystkich wątkach. 

Bohaterowie byli dogłębnie zanalizowani i przedstawieni. Każdemu poświęcano większą lub mniejszą uwagę, ale o każdym z nich wiedzieliśmy wystarczająco dużo. Jest to chyba największy plus całej książki. Mimo że zostali oni ukazani bardzo dobrze, to co chwile jednak ktoś mnie irytował. Niewiele osób przewijających się w tej historii przypadło mi do gustu. W niektórych momentach żal mi było głównej bohaterki, która przeszła przez sporo nieprzyjemnych chwil. Jej przyjaźń i rodzina odbijały się na jej obecnym życiu, przez co z trudem odnajdywała szczęście.

Sama fabuła innowacyjna nie jest. Mamy tutaj pokazaną kobietę z problemami, która stara się iść przez życie najlepszą drogą. To wszystko. Gdyby nie fakt, że mamy możliwość poznania jej młodzieńczego życia, to książka ta byłaby ogromną katorgą. Liczyłam na morał, który da mi motywację do działania, jednakże takowego nie było. Mam wrażenie, że historia skończyła się tak nagle i bezsensownie, nie pozostawiając czytelnikowi niczego do przemyślenia. Jest to piąta powieść tej autorki, przez wielu uważana za najlepszą. Jeśli ta mi się nie spodobała, to boję się w ogóle sięgać po kolejne.

Podsumowując- nie polecam tej pozycji. Czytało mi się ją źle i ciężko. Historia również jest jedną z tych, którą lepiej przedstawioną znajdziemy w wielu innych książkach. Przez te 460 stron brnęłam nieco zawiedziona i zdegustowana. ,,Swing Time” zalicza się do tych lektur, o których chcę zapomnieć jak najszybciej i już więcej do nich nie wracać. 







,,Wreszcie zrozumiałam: nigdy nie świeciłam własnym światłem, zawsze krążyłam wokół blasku innych."










                                                                                             *****

       Za książkę dziękuję księgarni dadada.pl 




//h.
Smocza straż | Brandon Mull

Smocza straż | Brandon Mull

,,Smocza straż" jest darem od niebios dla każdej osoby, która pokochała ,,Baśniobór". Po tylu latach czekania w końcu powróciłam do Kendry i Setha, a moje odczucia co do ich nowej przygody już Wam prezentuję!


Kendra i Seth po wojnie z demonami na nowo zaczęli wieść spokojne życie. Wszystko jednak zmieniło się, gdy Agat złożył im wizytę w Baśnioborze. Obecnie w smoczych azylach nie wiodło się dobrze, wiele z nich upadło. Czarodziej zaproponował rodzeństwu, aby przejęło pieczę nad jednym z nich- Gadzią Opoką, czyli najgroźniejszym z azylów. Młodzi Sorensonowie nie zastanawiali się długo i przyjęli propozycję. Wiedzieli, że ich nowa praca miała być niezwykle ciężka i niebezpieczna, jednak nie zraziło ich to. Obiecali rozsądnie rządzić w smoczym świecie. Nie wiedzieli jednak, że król smoków będzie chciał się ich pozbyć i sam przejąć władzę. Czy Kendra i Seth dadzą radę ochronić świat przed owymi istotami? Co pozwoli im ocalić ludzkość?

W momencie, w którym dowiedziałam się o tej książce, moje życie na nowo nabrało kolorów. ,,Baśniobór” pokochałam od razu, tak samo stało się z tą serią. Brandom Mull jak zwykle napisał coś niezwykle przyjemnego i łatwego w odbiorze. Styl pisania nie zmienił się ogromnie, jednak dostrzegłam, że książkę czytało się o wiele szybciej niż te poprzednie. Opisy sytuacji i zjawisk były bardzo dokładne, jednakże proste w odbiorze. Mimo że akcja rozgrywała się w kompletnie innym miejscu od Baśnioboru, to autor zachował ważne jego elementy, przez co trzymaliśmy się poprzedniej serii i nie czuliśmy ogromnej zmiany.

Co do bohaterów- nie mam zastrzeżeń. Akcja powieści rozgrywa się w niewielkim odstępnie czasowym od ostatniego tomu ,,Baśnioboru”, więc postacie nie zmieniły się ogromnie. Te nowe, które dopiero zostały wprowadzana w świat magii, idealnie wpasowały się w cały klimat i pozwoliły cofnąć się do pierwszych przygód Kendry i Setha. Smoki występujące w historii również zostały dobrze przedstawione. Każda osoba i każdy stwór był swoisty i nie zlewał się z kimś innym.

,,Smocza straż” jest osadzona w tym samym świecie co ,,Baśniobór”, jednak jest to odrębna seria. Dalej podążamy wraz z rodzeństwem Sorenson przez magiczne gąszcze różnych przygód. Ta, przez którą przechodzą w tej powieści, jest inna i niepodobna do pozostałych. Bałam się, że po tych kilku latach czekania na nowy tom ,,Baśnoboru" ta książka mi się nie spodoba i wyda się być zbyt dziecinna. Na szczęście nie było tak. Brandon Mull potrafi dopasować fabułę i wszystkie wątki do każdej grupy wiekowej, więc nie można było się tą pozycją zawieść.


Po długim czasie rozłąki z ,,Baśnioborem”, Brandon Mull zaprezentował nam nową serię z tymi samymi bohaterami. Nowy cykl strasznie mi się spodobał i jak najbardziej czekam na jego kolejnego tomy. Jest to historia godna uwagi, chociażby ze względu na to, że nasi ulubieńcy powrócili w nowej odsłonie. Kto się skusi na tę pozycję? 





,,Nielubienie kogoś to prawie tak wielkie zobowiązanie jak miłość, ale nie niesie ze sobą tych samych konsekwencji.”













//h.

Tajemnica mirtowego pokoju | Wilkie Collins

Tajemnica mirtowego pokoju | Wilkie Collins

Będąc w tym momencie szczera, nigdy nie miałam styczności z XIX-wieczną literaturą ani z Wilkie Collinsem, chociaż autor ,z tego co widziałam, jest całkiem rozpoznawalny. ,,Tajemnica mirtowego pokoju” swoim opisem ukazywała delikatne podobieństwa do literatury kryminalnej, więc postanowiłam po tę lekturę sięgnąć. I przyznam z ręką na sercu, że ta pozycja okazała się być całkiem przyjemna.


Kornwalia, rok 1829. W Porthgenna Tower umiera lady Treverton. Przy jej śmierci obecna jest tylko zaufana pokojówka Sara Leeson, na której wymusza przysięgę. Przysięgę, która zobowiązywała ją do przekazania listu kapitanowi Trevertonowi, w którym spisany został pewien mroczny sekret. Po śmierci Sara bije się z myślami i postanawia uciec z dworu, uprzednie chowając list w jednym z nieużywanych od dawna pokoi. Kobieta miała nadzieje, że nigdy nie zostanie on znaleziony, ponieważ jego treść mogła zamącić panujący spokój. Piętnaście lat po tragicznym wydarzeniu, w wiejskim kościółku odbywa się ślub Rosamond Treverton oraz Leonarda Franklanda. Nowożeńcy mają wprowadzić się do opuszczonego dworu. Ich życie zapowiadało się niezwykle dobrze, jednak nikt nie spodziewał się, że mroczna tajemnica sprzed lat ożyje i skomplikuje wszystko.       

Opis niezwykle mnie zachęcił i z niecierpliwością czekałam, aby tę pozycję przeczytać. Wydawała się być ona niezwykle ciekawa i przede wszystkim inna od wszystkich, które na ogół czytam. Dlaczego inna? Mój tato stwierdził, że jest ona poważniejsza. Jak najbardziej się z nim zgadzam. Nie jest to książka dla tych młodszych czytelników z wielu powodów. Epoka, w której mają miejsce opisane wydarzenia, może być dla nich zbyt odległa i po prostu nudna. Sam styl pisania autora nie jest najłatwiejszy. Książki nie czytało się szybko, nawet jeśli wciągnęło się w nią do granic możliwości. Mimo, że Collins nie pisał prostym językiem, to nie było to mankamentem. Gdyby słownictwo było zbyt lekkie to cała lektura straciłaby swoją magię. Nie zainteresowałaby wtedy czytelnika.

Bohaterowie tej historii są niezwykle klarowni. Jesteśmy idealnie wrzuceni w ich świat. Każdy odruch, każde zachowanie zostało opisane z wielką precyzją, przez co z łatwością zrozumiałam XIX wieczne realia. Wszystkie postacie przewijające się przez lekturę mają własną historię, z którą zostajemy zapoznani. Nikt nie jest dla nas nieczytelny i niewyraźny. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z bohaterami w osobistych relacjach. Sam ich wygląd był opisany z niezwykłą szczegółowością, co jeszcze łatwiej pozwoliło nam zobrazować czasy wtedy panujące.

Przez książkę jesteśmy prowadzeni w wielce umiejętny sposób. Każdy wątek przeplata się z następnym, nawet jeśli wiele spraw wyjaśnia się pod koniec lektury. Owa tajemnica mirtowego pokoju ogromnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się czym naprawdę była i przede wszystkim jak zostanie rozwiązana. Kiedy pod koniec powieści w końcu ją poznajemy- jesteśmy po prostu wbici w fotel. Żadne zdanie przewijające się przez całą historię nie pozwoliło nam się jej domyślić. Jest to niezwykle dobrym posunięciem, które trzyma czytelnika w napięciu.

Podsumowując- książka bardzo mi się spodobała. Pierwszy raz miałam do czynienia z czymś osadzonym w XIX wieku i uważam to za dobry start z tą epoką (,,Sherlock” już oczekuje na swoją kolej na mojej półce). Mam nadzieję, że ktoś z was skusi się na ,,Tajemnicę mirtowego pokoju”, ponieważ jest to bardzo dobra pozycja, która trafia w punkt.       







,,Moje ostatnie spojrzenie na twoją twarz odmalowało w mej pamięci twój portret farbami, które nigdy nie zblakną.”                       











*****
                                                            Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,MG".                                  







//h.
                                                           
Opowieść wigilijna | Charles Dickens

Opowieść wigilijna | Charles Dickens

,,Opowieść wigilijna” jest nam znana od małego, niekoniecznie jednak pod postacią książki, a filmu. W tym roku, po kilku dobrych latach, postanowiłam ponownie przeczytać tę powieść, aby na nowo zrozumieć, jak ważnym elementem życia są święta. A są elementem bardzo ważnym.


Ebenezer Scrooge jest człowiekiem chłodnym i ponurym. Nie pochwala idei świąt, miłości i jakiegokolwiek ludzkiego ciepła. Siedem lat po śmierci jego wspólnika Jakuba Marley'a, jego duch postanawia odwiedzić Ebenezera i przestrzec go przed okropnym losem, który czeka na niego po śmierci. Zapowiada również wizytę trzech duchów, które mają uświadomić mężczyźnie, jakie błędy popełnił i co może jeszcze zmienić. Pierwszy duch jest duchem minionych świąt. Drugi z nich jest wcieleniem świąt teraźniejszych, a ostatni przyszłych świąt. Ebenezer odbywa podróż po zaśnieżonym Londynie, zmieniając swój kąt patrzenia na życie. Ten posępny staruszek pozwolił rozmrozić swoje serce i otworzyć się na świat, umożliwiając uśmiechowi wpłynąć na jego twarz.

Jako mała dziewczynka nie doceniałam ,,Opowieści wigilijnej”. Była dla mnie nieco przerażająca, jednakże teraz nie jestem w stanie przypomnieć sobie, co ten strach wywoływało. Być może był to Ebenezer Scrooge, który próbował popsuć wszystkim święta. Możliwe jest również, że był to trzeci duch, który przerażał mnie przyszłością. Patrząc z perspektywy czasu rozumiem moje negatywne odczucia, ponieważ każde dziecko chce, aby święta były jak najlepsze. Teraz, kiedy jestem już starsza, dostrzegam również, że im człowiek jest doroślejszy, tym magia świąt jest dla niego coraz bardziej odległa. Nie pozwólmy, aby chłód, który dotknął Ebenezera, wstąpił do naszych serc i pozbawił pięknych świąt.

Książkę czytało się niezwykle szybko. Jest ona bardzo krótka, a sam styl pisania autora nie jest trudny (w końcu jest to bajka dla dzieci). Ta prostota nie pozbawia nas jednak wielkich morałów, które ,,Opowieść wigilijna” sobą niesie. Mimo że historia jest kierowana do tych młodszych czytelników, to również ci starsi powinni po nią sięgnąć, aby na nowo zrozumieć święta. 

Bohaterowie książki są niezwykle realistyczni i prawdziwi. Mimo prawie dwustu lat dzielących nas od wydania tej powieści nie miałam wrażenia, że wszystko jest tak odległe. Całe sytuacje były dla mnie wręcz namacalne. Zostały przedstawione bardzo wnikliwie, więc z łatwością wszystko mogło zostać przez czytelnika zobrazowane.  Problemy bohaterów tej powieści są bardzo współczesne. Nawet w XIX wieku nie były one nie do zwyciężenia, ludzie starali się żyć jak najlepiej. Dobrym przykładem jest rodzina sekretarza pana Scrooge’a. Mimo niewielkich zarobków i małych możliwości, była wstanie spędzić święta w rodzinnej atmosferze, pełnej miłości i radości. Jest to dowód tego, że święta nie muszą być wcale obfite i bogate, a pełne wesołości i bliskości.

Jak sam autor napisał, starał się do tej historii o duchach wprowadzić ducha pewnej idei. Życzył nam również, aby ten duch wstąpił do naszych domów i został w nich przez cały rok. Wydaje mi się, że chodziło mu o ducha bliskości, który w okresie świąt jest nam najlepiej znany, ale w późniejszym okresie nieco się oddala. Postarajmy się więc przytrzymać go teraz jak najdłużej!!


A ja życzę Wam wesołych i rodzinnych świąt. Mam nadzieję, że każdy z Was spędzi je w miłości i bardzo miłej atmosferze! J





,,- Jak ty masz powód, żeby być wesołym? Ty, biedaku? [...]
- A jaki ty masz powód, żeby być ponurym, wuju? Ty, bogacz?"

















//h.
Autobiografia, w której decydujesz ty | Neil Patrick Harris

Autobiografia, w której decydujesz ty | Neil Patrick Harris

Neil Patrick Harris jest mi znany tylko i wyłącznie za swoją rolę w ,,Smerfach”, jednakże z przyjemnością sięgnęłam po jego biografię. Właściwie to ,,Autobiografię, w której decydujesz ty”. Pierwszy raz spotkałam się z tego typku książką, ponieważ jej forma jest nieco specyficzna. Właśnie ta odmienność bardzo mi się spodobała!


Neil Patrick Harris to amerykański aktor, który swoje życie postanowił opisać w iście nowoczesny sposób. Jego autobiografia nie jest książką przepełnioną osobistymi wyznaniami, które powoli robią się niezwykle nudne. ,,Autobiografia, w której decydujesz ty” to pełna humoru i radości historia jego życia, którego przebieg wybieramy sami. W każdym momencie mamy możliwość podjęcia decyzji, która poprowadzi nas dalej. To od nas zależy, jak potoczy się życie aktora i jak będzie ono wyglądało.

Jak już wspominałam, nigdy nie spotkałam się z taką formą biografii (nie tylko dlatego, że ich nie czytam, aczkolwiek nigdy nie obiła mi się takowa o uszy). Dopiero ,,Autobiografia, w której decydujesz ty” umożliwiła mi zapoznanie się z nią. O Neilu Patricku Harrisie nie wiedziałam wiele, właściwie moje pojęcie o nim było całkowicie znikome. Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki ta biografia została napisana. Nie były to po prostu strony zapełnione nudnymi i obszernymi opisami jednego wydarzenia, a strony wypełnione grą i interaktywnością z czytelnikiem. Różne opcje do wyboru po zakończeniu danej ,,strefy życia” prowadziły nas do coraz to innych wydarzeń, które otwierały nam kolejne możliwości. Wiele etapów życia Neila Patricka Harrisa podzieliło książkę na kilka części, przez co trzeba ją przeczytać kilka razy, aby dokładnie poznać świat aktora.

Sam styl pisania przypadł mi do gustu. Był nieskomplikowany i przyjemny, przez co przez książkę szło się jak burza. Wiele momentów zostało napełnionych świetnym poczuciem humoru, więc nie dałam rady powstrzymać uśmiechu. Neil Patrick świetnie operował słowami, nie budując przy tym topornych zdań, które nie są czytelne. To, jak książka została napisana, może pozostawiać wiele do życzenia, ponieważ słownictwo nie jest ani wyszukane ani jakoś specjalnie poważne i ambitne. Wydaje mi się jednak, że nie chodziło w tej lekturze o to, żeby pokazać jak świetny zasób słów posiada autor, ale żeby przedstawić w prosty sposób życia tego aktora. Książkę czytało się przyjemnie i to jest chyba najważniejsze.

Nie posiadając żadnego zasobu wiedzy o Neilu Patricku Harrisie ta książka jest idealnym rozwiązaniem, aby ją nabyć. Nie tylko przyswoi nam pewne informacje, ale zrobi to w świetny i ciekawy sposób. Wydarzenia, które zostały opisane, w internecie nie zawsze są do znalezienia (a niektórych z nich poszukiwałam, aby sprawdzić, czy ta książka rzeczywiście pokazuje coś nowego).  Nie jest to również wymagająca lektura, ponieważ można przez nią przebrnąć w dosłownie chwilę. Mi osobiście zajęło to jeden wieczór. Usiadłam przy niej i nie byłam w stanie się odkleić, ponieważ ciągle czułam, że potrzebuję poznać życie Harrisa jeszcze bardziej wnikliwie.

Podsumowując- ,,Autobiografia, w której decydujesz ty” to prosta, przyjemna i nieskomplikowana autobiografia, która przez możliwość podejmowania decyzji integruje się z czytelnikiem i sprawia mu jeszcze większą przyjemność. Dla osób niewiedzących nic o tym aktorze to bardzo dobra opcja, po którą warto sięgnąć. I mówię to ja, czyli osoba, która o Neilu Patricku Harrisie wiedziała tyle co nic! 








,,Taka okazja może już więcej się nie powtórzyć, w każdym razie nie w tej książce.”












*****
       Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,Laurum".












//h.
Fałszywy pocałunek | Mary E. Pearson

Fałszywy pocałunek | Mary E. Pearson

Pozytywne zaskoczenia to coś, co lubi każdy z nas. Mimo znajomości opinii na temat ,,Fałszywego pocałunku” nie nastawiałam się bardzo pozytywnie do tej powieści, ponieważ już nie raz przekonałam się, że to co przez wielu jest polecane, może okazać się jedną wielką klapą. Jednak na jaw wyszło, że ,,Fałszywy pocałunek" jest niezwykle przyjemną i przede wszystkim dobrą książką, która przypadła mi do gustu.


Księżniczka Lia jest pierwszą córką rodu Morrighan. Co za tym idzie- posiada ogromny dar. Dar, który jest dla niej nieznany i obcy. Została od niego odsunięta. Księżniczka była rygorystycznie wychowywana wśród określonych zasad, przez co została postawiona przed wielkim obowiązkiem, do którego nie była przygotowana. W dniu swojego ślubu, wraz ze swą przyjaciółką Pauline, ucieka z królestwa. Dziewczyny podążają do nadmorskiego miasteczka, w którym miały rozpocząć nowe życie. Księżniczka wiedziała, że będzie ścigana i śledzona. Nie wiedziała jednak, że książę, którego miała poślubić, również wyruszy jej śladem. Lia jest niezwykle bliska odkrycia wielu tajemnic, które mogą zniszczyć wszystko co osiągnęła i w co wierzyła. 

Od pierwszej strony zostajemy wciągnięci w świat wykreowany przez autorkę. Świat, który wydaje się być żywcem wyciągnięty z baśni, po którą sięgaliśmy w dzieciństwie. Każde słowo napisane przez Mary E. Pearson idealnie obrazuje całą akcję książki. Autorka mimo niezwykle prostego i przejrzystego stylu pisania stworzyła powieść, która wydawałaby się być banalna, jednakże przez świetne opisanie całej historii tak nie jest. Mamy tutaj do czynienia z romansem, fantastyką, literaturą młodzieżową… Można powiedzieć, że jest to książka wielogatunkowa, która wpasuje się w różnorodne gusta. Każde słowo dobrze zgrywa się z następnym, przez co zostajemy zapoznani z genialnie przepływającymi wątkami, które tworzą przyjemną opowieść. ,,Fałszywy pocałunek” czyta się niezwykle szybko, chociaż ponad pięćset stron wygląda dla wielu nieco przerażająco!

Główna bohaterka Lia ma w sobie pewną iskierkę, która sprawia, że nie da się jej nie lubić. Jest ona niezwykle inteligentną i zaradną osobą. Potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji.  W końcu gdyby nie to, to nie udałoby jej się uciec z królestwa i ułożyć życia na nowo. Lia nie jest jednak idealnym obrazem księżniczki. To, co sobą pokazuje, totalnie odbiega od królewskich stereotypów. Nie jest zacofaną i zadufaną w sobie przedstawicielką poważanego rodu. Ma wiele pożytecznych umiejętności, które przydają jej się na co dzień. Oprócz tego cechuje się rezolutnością i zaradnością. Jest świetnie wykreowaną postacią i tutaj nie mam żadnych zarzutów. Wszystkie postacie w tej książce zostały przedstawione niezwykle dobrze. Każda miała swój własny i niepowtarzalny charakter oraz sposób bycia. Nikt nie zlewał się w niejasną plamę. Bohaterowie idealnie się dopełniali, tworząc spójną całość.

Najbardziej w tej książce spodobał mi się motyw dwóch postaci męskich- księcia oraz zabójcy i to, jaką rolę odegrali w całej powieści. Ich zarys poznaliśmy szybko, jednakże poprzez ich relacje z Lią nie jesteśmy w stanie odgadnąć kto jest kim. Autorka wodzi nas za nos, nie chcąc ujawnić tej tajemnicy. Księżniczka sama nie ma pojęcia z kim właśnie rozmawia, przez co cała jej historia wydaje się być jeszcze bardziej tajemnicza. Dopiero około stu stron przed końcem całej lektury dowiadujemy się, który z nich jest tym złym, a który tym dobrym. Dla mnie nie było to ogromnym szokiem, ponieważ miałam już swoje podejrzenia, które okazały się trafne. Nawet moje wcześniejsze odkrycie nie pozbawiło mnie przyjemności płynącej z tej lektury.

Można powiedzieć, że ,,Fałszywy pocałunek" to nieco schematyczna powieść, ponieważ na rynku jest wiele dzieł o podobnych motywach. Jednakże ta pozycja ma w sobie coś wyjątkowego.  Między stronami tej książki czeka na nas świat, który nie jest do odrzucenia. Gdy już się w niego zagłębimy, to więcej się od niego nie oderwiemy. Następne tomy zapowiadają się równie ciekawie jak ten, więc czekam na nie z niecierpliwością, ponieważ jest to historia warta uwagi!







,,Jeśli komuś nie można ufać w miłości, to nie można mu ufać w niczym.”



















 //h.
Moja siostra Rosa | Justine Larbalestier

Moja siostra Rosa | Justine Larbalestier

,,Moja siostra Rosa” to thriller, który swoim opisem bardzo mnie zaciekawił. W prawdzie spodziewałam się książki pełnej intryg i zwrotów akcji, a otrzymałam coś kompletnie innego, to nie zraziłam się do tej pozycji. Jest to historia o podłożu psychologicznym, co mnie niezwykle zainteresowało. Dziesięcioletnia psychopatka wciągnęła mnie w swój świat i nie zmarnowała mojego czasu.


Che ma siedemnaście lat i pełni rolę brata-strażnika. Jego siostra jest nieprzewidywalnym i niebezpiecznym dzieckiem, które wraz z wiekiem zdaje się zamieniać w jeszcze większego potwora. Uroda aniołka i dobrze rozwinięta gra aktorska powodują, że dziewczynka skrada serce każdego. Nikt jednak nie jest w stanie uwierzyć, kiedy Che opowiada, jakie sekrety ona skrywa. Po przeprowadzce do Nowego Jorku Rosa odkrywa, jak wiele możliwości posiada to miasto. Zaczyna knuć plany i intrygi, które skrzywdzą wiele osób. Che zawsze chronił Rosę przed światem, ale teraz świat wymaga ochrony przed nią.

Wydawać się mogło, że będzie to mrożący krew w żyłach thriller, który zbudzi w nas dawno zapomniane szare komórki i nie pozwoli o sobie długo zapomnieć. Nie było tak. Akcji było mało, co jest dużym minusem, ponieważ temat jest bardzo interesujący i godny rozwinięcia. Dziesięcioletnia psychopatka, która rani wszystkich dookoła niezwykle mnie przyciągnęła. Sam brak akcji mnie od niej nie odciągnął. Nie było w powieści wielu zwrotów akcji. Autorka brnęła przez wszystkie rozdziały opisując coś niezwykle specyficznego- Rosę i jej upodobania. Małą ilość akcji nadrabiały liczne opisy odczuć bohaterów oraz Che, który poprzez swoją wiedzę lekarską z łatwością i prostotą był nam w stanie przedstawić i wytłumaczyć wiele aspektów z życia swojej siostry.

Che jest świetnie wykreowanym bohaterem. Pod koniec powieści przeżyłam szok, kiedy dowiedziałam się czegoś, czego wcale się po nim nie spodziewałam. Uwielbiam jego osobę przez poglądy, które posiadał, przez marzenia, które starał się spełnić, przez cele, które obrał…. Che jest niezwykle inteligentnym i rozwiniętym nastolatkiem, który osiągnąłby wiele, gdyby nie ciągłe przeprowadzki. Jego siostra Rosa również jest genialnie rozplanowana. Z jednej strony jest kochającym i urokliwym aniołkiem, a z drugiej zimnym i bezwzględnym demonem. Dziewczynka przerażała mnie całą sobą, ponieważ jak na dziesięcioletnią osobę, swoim intelektem przewyższała nawet dorosłych, a swoimi czynami pokazywała swój brak ludzkich uczuć. Była okropną osobą pomimo wspaniałego sposobu, w jaki została wykreowana. 

Jak już wcześniej wspominałam- cała książka pozbawiona jest dużej akcji. Oczywiście akcja ta jest, ale nie została ona zarysowana tak bardzo, że oderwanie się od powieści byłoby cudem. Wbrew pozorom, nie było to katastrofalnie dużym problemem. ,,Moją siostrę Rosę” czytało się szybko i sprawnie. Bardzo ciekawe w tej historii jest podłoże psychologiczne, które pozwala zrozumieć nam tok myślenia psychopaty i osób, którymi się otacza. Nie jest to na pewno głupia lektura, która niczego nie nauczy. Ja na przykład zapamiętałam co nieco o budowie mózgu, więc jednak coś do naszego życia wniesie!


Świat małej Rosy został przedstawiony bardzo dobrze, przez co czasami odczuwałam ciarki przechodzące mi po plecach. Nie warto zrażać się do tej pozycji tylko ze względu na mało wartką akcję. Trzeba znaleźć w niej drugie dno i wciągnąć się w jej psychologiczne zagadnienia. ,,Moja siostra Rosa” nie jest głupią pozycją i jeśli ktoś szuka książki, która czegoś nauczy i coś wytłumaczy w prosty i przyjemny sposób- to pozycja dla niego. Jeśli autorka napisze kiedyś książkę o podobnym podłożu to będę osobą, która przeczyta ja na sto jeden procent! 






,,- Czyli to ja cię uratowałam- oznajmia Rosa. Nigdy jeszcze nie miała aż tak przebiegłej minki.”









                                                                                      *****

       Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,Bukowy las". 








//h.







Murder Park | Jonas Winner [PRZEDPREMIEROWO]

Murder Park | Jonas Winner [PRZEDPREMIEROWO]

Każdy z nas w swoim życiu co najmniej raz sięgnął po książkę, do której nie do końca był przekonany, jednakże ta po prostu go zachwyciła. Nie spodziewałam się, że ,,Murder Park” Jonasa Winnera tak bardzo mnie pochłonie i tak strasznie mi się spodoba. Jestem jednym słowem zachwycona!


Dwadzieścia lat temu na Zodiac Island miały miejsce trzy brutalne morderstwa, więc znajdujący się na niej park rozrywki zamknięto. Po dwóch dekadach wyspa na nowo ma powrócić do życia za sprawą pewnego biznesmena. Murder Park, jak sama nazwa wskazuje, będzie poświęcony morderstwom i zabójcą z całego świata. Rupert Levin zaprasza na weekend pełen niezapomnianych doznań, które zostały starannie wybrane i zaplanowane. Dwunastka wybrańców poddana szczególnej selekcji, udaje się na wyspę, na której nadal straszą zniszczone atrakcje. Wraz z przybiciem do brzegu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Dodatkowo krążą pogłoski, że prawdziwy morderca wciąż jest na wolności…

Nie skłamię, jeśli powiem, że ten opis brzmi niezwykle zachęcająco. Po książkę sięgnęłam niezwykle spontanicznie i bez dwóch zdań był to trafny wybór. Z podobną fabułą się dotąd nie spotkałam, więc jest w niej coś wyjątkowego. Autor genialnie prowadzi czytelnika pośród wszystkich zagadek, wątków i katastrof. Wszystko przebiega płynnie i sprawnie. Pan Winner bardzo dobrze operuje słowami. Stworzył historię, którą czyta się bardzo dobrze. Jego styl pisania nie jest ciężki i toporny, ale nie jest również najprostszy. Powieści nie czyta się błyskawicznie, chociaż ja się w nią wciągnęłam i zajęło mi to tylko trzy dni. Oczywiście nie jest to też najprostsza historia i na pewno nie spodoba się każdemu, ponieważ wiele scen nie jest delikatnych i przyjemnych. Reasumując, zaprezentowano nam genialną historię, która została przedstawiona w świetny sposób.

Bohaterowie ,,Murder Park” nie zostali opisani z wyglądu bardzo szczegółowo. O tyle, co zawsze chcę wiedzieć o postaciach jak najwięcej, to teraz miałam wrażenie, że nie jest to potrzebne. Wszystko się ze sobą dopełniało, a opisy danych osób mogłyby zakłócić stworzoną harmonię i zanieczyścić całą jasność przekazu. Charaktery każdego członka ekipy Parku Morderców zostały nam zaprezentowane, że tak powiem, od deski do deski! Wywiady, które odgrywały dużą rolę w historii, pokazywały nam prawdziwość i szczerość całej dwunastki. To ich usposobienie nadrabiało wszystko. Wydaje mi się, że autor w ten sposób pokazał, że liczy się wnętrze człowieka. Nie mówię też, że nie było nam powiedziane o wyglądzie kogokolwiek nic. Nie, były momenty skupiające się na cechach zewnętrznych bohaterów, ale było ich mało – bardzo dobre posunięcie.

Jak już wspominałam wcześniej- ,,Murder Park” jest świetną pozycją. Cała historia idealnie się ze sobą zaplata, każdy wątek genialnie przechodzi do kolejnego i nie traci przy tym swojej wspaniałości. Przez cała książkę czułam dreszczyk emocji na plecach. Mój mózg działał na ogromnych obrotach, kiedy próbowałam pojąć, co się dzieje. Wyobraźnia buzowała i pracowała, dlatego wszystko świetnie dałam radę sobie zobrazować. Jedyny minus całej lektury, to zakończenie. Będąc wciągniętą do głębi w świat morderstw, nagle powróciłam do zwykłego świata i straciłam rezon. Nie mówię, że koniec powieści był zły, ale wyobrażałam sobie go kompletnie inaczej! Być może mój scenariusz był zbyt przewidywalny i nierealny, a domysły absurdalne, ale koniec końców i tak się sprawdziły! Wczułam się w Sherlocka Holmesa i rozwiązałam zagadkę, która wprawdzie była thrillerem, ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że jestem zadowolona z lektury w 99 procentach.

Czasem prawdziwe zaskoczenie czyha za rogiem i nie jest pokazane wprost. ,,Murder Park” należy do tych niezwykle miłych zaskoczeń. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest to lepsza z powieści, które przeczytałam w tym roku. Jeśli ktoś lubi strach, zabójstwa, liczne emocje i zwroty akcji- to książka dla niego. Jestem zachwycona tą lekturą i na pewno nie zapomnę o niej szybko. 

PREMIERA 30 LISTOPADA







,,Bo śmierć krążyła po wyspie – chyba, czarna i ogromna. Śmierć, której zimne usta musnęły już każdego z nich."


















//h.
Copyright © 2014 Książkowce , Blogger