Lekcje z pingwinem | Tom Michell

Lekcje z pingwinem | Tom Michell

Przeczytanie książki o swoim ulubionym zwierzęciu, która jest prosto z życia wzięta, a nie zapisania w jakiejś encyklopedii czy Wikipedii, jest swego rodzaju zaszczytem i niezwykłą przyjemnością. Moje serce należy i już zawsze będzie należeć do tych wspaniałych nielotów, a prawdziwa historia jednego z nich została pięknie opisana w ,,Lekcjach z pingwinem" Toma Michella.


Lata 70 ubiegłego wieku. Urlop pana Michella dobiegał końca. Aby uwiecznić swój pobyt w Urugwaju, mężczyzna wybrał się na spacer jedną z plaż. Tam, pośród setek martwych ciał, znalazł jedynego żywego pingwina, którego postanowił uratować. Zabrał go do hotelu i obmył z ropy, która pozbawiła życia inne ptaki. Tego dnia żywot obydwu przedstawicieli dwóch rożnych gatunków zmienił się o 180 stopni. Byt Juana Salvadora i Toma Michella już nigdy nie miał być taki sam. Ich przyjaźń na śmierć i życie udzieliła wszystkim wielu prawdziwych lekcji. Lekcji, które ukształtowały ich charaktery i zmieniły na lepsze.

Jak już wyżej wspomniałam, sięgnęłam po tą powieść ze względu na pingwiny, które ubóstwiam. Myślałam, iż będzie to lekka obyczajówka, która dużo w moim poglądzie na świat nie zmieni. Zyskałam coś kompletnie innego. Trzymałam w dłoniach wartościową i pouczającą historię, która dosłownie była z życia wzięta, bo wydarzyła się naprawdę.

Sądziłam, że będzie w niej dużo dialogu i mało opisów. Kolejny błąd. Można powiedzieć, że powieść ta jest formą biografii. Co za tym idzie, znajdziemy tu praktycznie same informacje, czasem przeplatane urywkami rozmów. Czy to źle? Wręcz przeciwnie! Autor prostym językiem świetnie manewrował pomiędzy kolejnymi zdaniami. Książka wcale nie była nudna, a brak konwersacji bohaterów nadrabiał genialny styl autora, który samymi kolejnymi słowami oferował nam wspaniałe doznania. Z tyłu głowy marzyłam, żeby przenieść się do St. George' Collage i towarzyszyć pingwinowi w jego interesującym życiu. Powieść ta ani trochę nie była wulgarna i brutalna. Jej lekkość i pogoda ducha idealnie wpasowała się w ten jeszcze wakacyjny klimat. Prosta konstrukcja zdań i nieskomplikowane słownictwo pozwoliły mi przeczytać ją w trakcie dwóch dni. Nie myślcie sobie również, że pochłania się ją w mgnieniu oka, ponieważ jest taka delikatna i niezobowiązująca. To raczej ona pochłania czytelnika i nie chce dać mu świętego spokoju do ostatniej kropki (i długo po niej) i nie da się po prostu od niej odkleić.

Nie raz czytając ,,Lekcje" zwijałam się ze śmiechu. Michell ma świetne poczucie humoru i cała książka przesiąknięta jest wspaniałą atmosferą argentyńskiego życia. Na temat postaci tutaj uwiecznionych nie będę się długo rozwodzić. Jako że ta historia nie jest fikcją literacką, a prawdziwym życiem, nie mogę powiedzieć nic złego na temat kreowania bohaterów. Oczywiście zostali oni bardzo dobrze przedstawieni, przez co od razu ich obrazy stawały mi przed oczami. Każda osoba, nieważne czy uczeń czy pracownik, była swoista i szczera.

Zakończenie. Za koń cze nie. Dobiło mnie. Zakręciły mi się łzy w oku. To, jak autor opowiedział jego przygodę z pingwinem towarzyszem. To, jak ją zakończył i odnowił. To, co myślał o tym, co przeżył. To było szczere i niewyobrażalnie prawdziwe. Miałam ochotę przenieść się do Toma i uściskać go, pogratulować mu i po prostu powiedzieć mu, że jest wspaniałym człowiekiem.

Dlaczego wspaniałym? Nie poszedł dalej. Wziął pingwina i go uratował. Był to jeden z lepszych gestów w jego życiu. Gestów, które pozwoliły mu napisać taką świetną książkę, którą polecam wszystkim. 








,,Jak to możliwe, że zwyczajny pingwin przynosi pociechę każdemu, z kim się zetknie?"














//h.


Prawdodziejka | Susan Dennard

Prawdodziejka | Susan Dennard

Nigdy w życiu książka, którą czytałam, nie zgrała się z klimatem, w którym przebywałam. Dopiero ,,Prawdodziejka" Susan Dennard swoją akcją rozgrywającą się w dużej mierze na morzu, dopasowała się do szumu chorwackich fal.


Safiya i Iseult są więziosiostrami. Pierwsza z nich jest prawdodziejką, dla której mocy inni czarodzieje są w stanie zabić. Potrafi zdemaskować każde kłamstwo. Druga zaś, więziodziejka, sama nie zna własnych magicznych granic, a potęga jej mocy jest dla niej tajemnicą. Dziewczyny znowu wpadły w tarapaty i musiały uciekać. Uciekać z dala od stolicy i wszystkich bliskich im osób. Niebezpieczeństwo czaiło się tuż za rogiem, a wojna zbliżała się wielkimi krokami. Sojusznicy, którzy mieli je wspierać i pomagać, sami zostali ofiarami rozmaitych intryg i nie grali fair. Niektórzy byli w stanie posunąć się do ostateczności, aby posiąść prawdodziejkę na własność. Czy przyjaciółki wygrzebią się z tarapatów i odbudują swoje życie na nowo? No i co najważniejsze - czy przeżyją?

Pierwsze trzy rozdziały przyprawiły mnie o ból głowy. Od samego początku zostaliśmy wrzuceni w wir akcji, obrzuceni nazwami wszystkich państw i imperiów oraz imionami wielu osób. Świat, który okazał się później świetnie dopracowany i genialnie przedstawiony, początkowo był zagmatwany i zbyt trudny do pojęcia. Wszystkiego było za dużo i musiałam odpocząć. Ponownie sięgnąwszy po powieść kilka dni później zostałam zaabsorbowana całą historią. Porwana w czaroziemski świat  nie zdołałam się z niego wyplątać.

Bohaterowie, których mamy tutaj sporo, zostali pokazani wspaniale. Każda osoba w bardzo prosty sposób przenikała ze stron do mojej wyobraźni. Wydawała się tętniąca życiem i przede wszystkim prawdziwa. Postacie miały swoje własne charaktery, swój własny wygląd, swoje własne przeżycia i odczucia oraz swoje własne momenty w całej historii. Przez długi okres czasu nie natknęłam się na powieść, w której bohaterowie głowni, drugoplanowi i ci epizodyczni mieli swoje przysłowiowe 5 minut, aby zostać pokazanymi z tej dobrej perspektywy. Cała lektura tętniła życiem i uwierzcie mi, nie dało się przy niej nudzić. Główna bohaterka nie była irytująca. Jej zaciekłość, odwaga i niezależność genialnie odzwierciedlały klimat tej historii. Jej odczucia i przeżycia były szczere, a miłosna intryga, która chcąc nie chcąc musiała się do tej książki wtrącić, dopadała ją powoli i z oczekiwanym skutkiem. Sam obiekt jej westchnień, którego imienia nie zdradzę, żeby nie pozbawić was przyjemności, był świetnie wykreowaną postacią i skradł moje książkowe serce. Wszyscy bohaterowie byli cudowni, nawet brutalny krwiodziej!

Historia, którą pani Dennard nam zaprezentowała, jest opisana bardzo dobrze. Język nie jest skomplikowany i ciężki, przez co ,,Prawdodziejkę" czyta się sprawnie i przyjemnie. Do stylu pisania nie mam żadnych zastrzeżeń, nawet nieco wulgarne słownictwo w pewnych momentach, pasowało do tych nadmorskich krain i żeglarskich zwyczajów.

Pomysł na książkę jest genialny i tutaj nie mam nic więcej do powiedzenia. Nie natknęłam się jeszcze na podobnych bohaterów, na podobną fabułę. Można rzec, że ,,Czaroziemie" będzie cyklem jedynym w swoim rodzaju. Mam nadzieję, że ,,Wiatrodziej" będzie jeszcze lepszy, ponieważ już nie mogę się go doczekać!!

Oczywiście nie mówię, że jest to książka idealna i bezbłędna, bo dostrzegłam tutaj kilka mankamentów (niektóre z nich są oczywiście subiektywne). Wiele wątków poruszonych przez autorkę jest dla mnie niezrozumiałych i albo ja nie jestem w stanie ich pojąć, albo nie są one dobrze wytłumaczone. Niektóre z idei zostały moim zdaniem puszczone mimo uszu i po prostu zostawione samym sobie. Według mnie za mało dowiedzieliśmy się o przeszłości bohaterów, która zawsze mnie bardzo ciekawi. Za mało było w fabule Kullena i jego sercowięzi, za mało krwiodzieja ( cieszy mnie fakt, że trzeci tom będzie właśnie o jego mocy), brak mi też było informacji o mnichach i Cahr Awenach, którzy niezmiernie mnie zaciekawili. Żyje w przekonaniu, że kolejne części wniosą do mojego żywota więcej wiadomości o powyższych postaciach, ponieważ wydają mi się one bardzo interesujące!!


Ogólnie rzecz ujmując ,,Prawdodziejka" jest bardzo dobrą książka. Pomimo tych moich osobistych niedociągnięć jestem zachwycona tą powieścią. Nie zmarnowałam na nią czasu, a wręcz poświęciłam go dobrze. Historia ta jest obowiązkowa dla każdego, kto lubi fantastykę i nie tylko. Jak Sarah J. Maas powiedziała ,,Prawdodziejka wejdzie do kanonu" - tak się stało. Róbcie miejsce na półkach i sięgajcie po tę lekturę, bo naprawdę warto!


 



,,Mhe verujta. - Zaufaj mi, jakby moja dusza była twoją duszą."


















//h.

Książkowa sztuka book tag

Książkowa sztuka book tag

Cześć, hej i czołem! Dzisiaj postanowiłam napisać o czymś, czego nigdy nie planowałam na blogu zrobić. No właśnie- czyli o czym? O tagu. Tagu książkowym! Zawsze chciałam taki tag przeprowadzić, ale niekoniecznie w formie pisemnej. Jednakże naszła mnie dziś na takowy ochota, więc przybywam go wam zaprezentować!


KSIĄŻKOWA SZTUKA BOOK TAG

Każdy z nas wie, że okładki książek potrafią być cudowne i oderwanie od nich wzroku graniczy z cudem, ale zdarzają się również tak okropne i nieapetyczne (można tak powiedzieć o oprawie?), że unika się ich cały czas. Książkowa sztuka book tag polega na….wytypowaniu książkowej sztuki! Także już nie przedłużam i  zapraszam do mojej książkowej konfrontacji!

1.     Najładniejsza okładka pojedynczej książki

I tutaj musiałam się porządnie zastanowić. Natknęłam się na wiele pięknych okładek w moim życiu, a znalezienie tej jedynej, w dodatku dla pojedynczej powieści, było ciężkie. Ostatecznie jedną z ładniejszych jest…. Gniazdo Cynthii D'Aprix Sweeney. Nie czytałam jeszcze tej powieści, ale jej okładka urzekła mnie i widząc jej zdjęcia nie byłam w stanie przestać na nie patrzeć.




2.    Najbrzydsza okładka pojedynczej książki

Do tej kategorii jeszcze ciężej było mi dopasować jakąś pozycję. W końcu padło na Wróć, Aleksandrze! Krystyny Siesickiej. Jest w niej coś…odpychającego. Nie przypadła mi do gustu ani szata graficzna, ani sama opowieść. Była dla mnie tak zagmatwana i zawiła, że marzyłam o odłożeniu jej na bok. Tak się właśnie stało. Samej okładki też dobrze nie wspominam.


3.    Najładniejsza okładka serii

Akurat okładek serii, które są śliczne, jest dużo. Dla mnie wybranie tych jedynych było problematyczne, więc wytypowałam oprawy dwóch serii. 

Pierwsze z nich są cudowne. Mają w sobie magię, która mnie do nich przyciąga. Pomimo, że fabuła tych powieści nie do końca trafiła w moje gusta, to okładki są wręcz wspaniałe i są wielkim plusem Uroczyska  Colin’a Meloya. 





Drugie okładki swoją sztukę kryją pod obwolutą, która swoją drogą również mnie urzekła. Ich minimalizm i radosne kolory przypominają mi czasy, kiedy jako mała dziewczynka kochałam książki Lauren St John. Seria Afrykańskie przygody była wspaniała i jej oprawa też była wspaniała.                                                                                                                                                                                       



4.    Najbrzydsza okładka serii

Osoby, które wcześniej spotkały się z tym tagiem mogły się domyślić, że wybiorę tutaj Dary anioła Cassandry Clare. Te okładki…. Nie, one są po prostu złe i moje oczy cierpią, gdy je widzą. Jak można takie książki obdarować takimi okładkami?!

Znalezione obrazy dla zapytania dary aniola okładka

5.    Okładka zapadająca w pamięć

Okładki całej serii Ransom’a Riggs’a Pani Peregrine są tajemnicze, magiczne i strasznie przykuwają uwagę. Latająca dziewczynka, dziura w brzuchu i chłopiec ze skrzydłami…. Przez długi czas po przeczytaniu tej trylogii nie byłam w stanie się od nich uwolnić. Są po prostu cudowne.


6.    Okładka nie pasująca do treści

Flawia de Luce - Zatrute Ciasteczko Alan’a Bradleya ma piękną okładkę,  to fakt, jednakże nie pasuje ona do treści. Nie wiem jak jest z kontynuacjami, ponieważ jeszcze ich nie przeczytałam, ale okładka do pierwszego tomu w ogóle nie odzwierciedla tego, co opisane zostało w środku. Nie mówię, że jest ona przez to brzydka, ponieważ bardzo mi się podoba, ale mogła by zawierać coś więcej z fabuły książki. Pomijając to, że trochę nie pasuje do treści, to i tak przykuwa uwagę.

Znalezione obrazy dla zapytania flawia de luce zatrute ciasteczko

7.    Strony białe czy żółte?

Długo się nie zastanawiałam. W dzień białe strony jeszcze mi odpowiadają, ale przez moją wadę wzroku czytanie ich przy sztucznym świetle jest katorgą- bolą mnie po prostu oczy i szybko się męczę. Żółte kartki są najlepsze na każdą porę dnia i nocy. Kocham żółte strony.

8.    Strony cienkie czy grube?

Nad tym również długo nie rozmyślałam. Wolę grubsze kartki, ponieważ nie lubię, gdy tekst z drugiej strony mi prześwituje i przeszkadza w czytaniu.

9. Okładka miękka czy twarda?

Hm….. Twarde oprawy wyglądają lepiej, gdy książka jest gruba i ma dużo stron. Wtedy prezentuje się to po prostu estetycznie. Cienkie książki wyglądają lepiej, gdy są w miękkiej oprawie, jednakże w tych twardych wyglądają schludnie. Z drugiej strony grube książki w miękkich okładkach czyta się wygodniej, gdyż nie boisz się, że spadną ci na twarz i złamią nos… Ugh! Nie umiem się zdecydować, ale patrząc na moją biblioteczkę to większość pozycji jest właśnie w twardych oprawach. Lubię i twarde i miękkie, ale jaka jest lepsza przy danej pozycji to zależy tylko i wyłącznie od jej grubości.

10. Najlepsze wydawnictwo (pod względem wyglądu książek)?
I tutaj nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie. Jest wiele świetnych wydawnictw, ale wydania różnych książek w danym wydawnictwie też się różnią. Poza tym kupując książki nie patrzę na wydawnictwo. Patrzę na fabułę i kto wydał daną pozycję nie ma dla mnie większego znaczenia, kiedy opis mnie interesuje i zachęca. To pytanie jest naprawdę ciężkie!!

                                                                         ***

Książkowa sztuka według mnie prezentuje się właśnie tak!!

Mam nadzieję, że spodobał wam się ten wpis, nieco inny od pozostałych. 

Miłego dnia J






//h.
Okrucieństwo | Scott Bergstrom

Okrucieństwo | Scott Bergstrom

Ostatnimi czasy moje serce zostało skradzione przez powieści kryminalne i sensacyjne. Sprawiają mi największą przyjemność i nawet moja ukochana fantastyka została przez nie wyprzedzona. Bardzo ucieszyłam się, kiedy dostałam propozycję zrecenzowania ,,Okrucieństwa” Scott’a Bergstrom’a, bowiem miałam nadzieję, że ta książka idealnie wpasuje się w moje obecne wymagania.


Siedemnastoletnia Gwendolyn Bloom mieszka w Nowym Jorku ze swoim 
ojczymem - dyplomatą. Jej matka zmarła kilka lat temu w bardzo przykrych okolicznościach. W chwili obecnej jej życie toczy się powoli, ale w miarę szczęśliwie, nie licząc znęcającej się nad nią Astrid oczywiście. Gwen była silna, niezależna i przede wszystkim bystra. Ale do czasu. Jej życie obraca się o 180o, kiedy dowiaduje się, że jej ojciec w trakcie swojej misji w Paryżu zaginął bez śladu. Śledztwo, które początkowo szło sprawnie, nagle zostaje umorzone. Wtedy nastolatka postanawia wyruszyć w świat i odnaleźć ojca na własną rękę. Była w stanie poświęcić wszystko dla swojego ukochanego taty. Postanowiła nie cofać się przed niczym i w razie potrzeby- cicho i brutalnie wyeliminować przeciwników.

Książka zaczyna się w dniu 10 rocznicy śmierci mamy Gwen, dlatego stykamy się z dość smętnym i przykrym nastrojem na samym początku. Zmienia się to jednak szybko i sprawnie. Przeżycia i odczucia dziewczyny przez całą powieść wydają się być tak naturalne i tak szczere, co stawia autora w bardzo dobrym świetle. Pan Bergstrom manipuluje słowami w świetny sposób. Akcja idealnie przepływa i nabiera tempa. Wszystkie gwałtowne i mrożące krew w żyłach momenty są napisane bardzo żywiołowo. Ta lektura nie jest monotonna. Ciągle się coś dzieje, ciągle mamy wartką fabułę, która przyciąga i nie chce puścić. Brutalność niektórych scen, o czym sam tytuł nas informuje, jest realistyczna. Wyobraźnia czytelnika jest tak pobudzona, że posiada się wrażenie oglądania filmu sensacyjnego. To wszystko wydaje się rozgrywać prosto przed oczami odbiorcy (co teoretycznie jest prawdą).

Bohaterowie prowadzą swoje własne życie w taki sposób, w jaki chcą. Zostali rozpracowani i przedstawieni w bardzo dobry sposób. Każdy był odmienny, inny, a za razem taki sam. Dlaczego taki sam? Praktycznie wszyscy mieli do czynienia z bronią, śmiercią czy szpiegostwem i agresywnością. Te czynniki były takie same dla wielu. Główna bohaterka skradła moje serce. Potrafiła być groźna i bezlitosna, a chwilę później skromna, złamana i bezbronna. Obserwowanie jej zmiany wewnętrznej, jak i zarówno tej zewnętrznej, było przyjemnością i zaszczytem. Z tej grzecznej i nieco zagubionej dziewczynki przeobraziła się w silną i niezależną kobietę. W obliczu zła zachowała również swoje dawne oblicze, chociaż nieustanna walka i niepewność zmieniły ją bezpowrotnie.

Jak już wyżej pisałam, autor pisze bardzo dobrze. ,,Okrucieństwo" jest jego pierwszą książką i jak na debiut literacki, jest napisany świetnie. Pomimo niewielu nieścisłości i mojego zagubienia w pewnych wątkach, jestem bardzo zadowolona z tej lektury. Niby wątek przewidywalny- szczęśliwa osoba nagle wyrwana z szarej rzeczywistości, która musi stać się bezwzględna i zrobić coś, czego nigdy nie chciała- ale napisany dobrze i ciekawie. Nie nudziłam się czytając tę pozycję. I z wielkim trudem odkładałam ją na półkę.

Nie powiem, że przewidziałam zakończenie, bo tak nie było. Po części oczywiście wiedziałam, jak ono będzie wyglądało, ale fakt faktem przeżyłam ogromny szok. Ostatnie słowa wbiły mnie w fotel. Osłupiałam i nie wiedziałam co się właśnie stało. Koniec końców czuję niedosyt i potrzebuję poznać dalsze losy Gwendolyn! 

,,Okrucieństwo" jest debiutem, który strasznie mi się spodobał. Teraz czekam na kolejne tomy, które autor już zapowiedział. Mam nadzieję, że będą równie dobre, a nawet jeszcze lepsze niż ten! Liczę również na to, że pan Maciej Studencki zechce je przetłumaczyć tak dobrze jak pierwszą część. Jeśli sięgniecie po tą powieść to gwarantuje, że się nie zawiedziecie.






,,Są częścią czystego świata, do którego ja już nie należę."










                                                                                      *****

                                                 Za książkę dziękuję wydawnictwu ,,Bukowy las". 


                                                                     








//h.



Nawiedzony dom | Joanna Chmielewska

Nawiedzony dom | Joanna Chmielewska

Książki, po które sięgamy, nie zawsze są najnowszymi bestsellerami czy popularnymi tomiszczami. Od czasu do czasu spośród tych tysięcy pozycji wybieram te, o których dzisiaj już chyba nikt nie pamięta. No..... nie wybieram, tylko przymusem czasu i kurzu automatycznie zaczynam je czytać. Po ponad dwóch latach magazynowania brudu na mojej półce, musiałam w końcu zacząć przygodę z ,,Nawiedzonym domem" Joanny Chmielewskiej.




Rodzina państwa Chmielewskich zamierza przeprowadzić się do wielopokoleniowego domu, otrzymanego w testamencie, który teraz zamieszkały jest przez kompletnie obcych im ludzi. Muszą kulturalnie ich wyprosić, aby posiadłość należała tylko do nich. Prawie im się udało. Tylko pewna starsza pani i jej syn nie chcieli opuścić swojego mieszkania. Dlaczego? Tego nikt nie wiedział. Dwójka rodzeństwa: Janeczka i Pawełek wraz z ich wiernym psem Chabrem, pomimo młodego wieku, pałają niewyobrażalnie wielką żądzą przygód. Ich niezwykła żywiołowość wraz z ogromnym sprytem pozwala rozwiązać wiele zagadek. Nawet jeśli ich śledztwo opiera się na miejscu, gdzie żadnej zbrodni nie popełniono, oni od razu znajdą w nim mroczną tajemnicę godną uwagi. Czy sekret, który wyczaili na strychu pomoże im w pozbyciu się sąsiadki i rozwiązaniu szajki bandytów?

Sam fakt, że książka czekała sobie spokojnie na regale przez 2 lata, nie stawiał jej w dobrym świetle. Nie potrafiłam i nie chciałam się za nią zabrać. Trudno mi nawet wytłumaczyć dlaczego. Sięgnęłam po nią dopiero w te wakacje, ze względu na postanowienie przeczytania wszystkich nieprzeczytanych powieści z mojej skromnej biblioteczki. ,,Nawiedzony dom" chcąc nie chcąc musiał się na tej liście pojawić. Usiadłam na krześle i nie dając tej lekturze dużych nadziei, zaczęłam się w nią zagłębiać. Czytałam, pochłaniałam ją i wiecie co? Nie była zła. W pewnym momencie nie byłam w stanie jej nawet odłożyć, co przy książkach z czasów dzieciństwa moich rodziców praktycznie w ogóle się nie zdarza.

Trudno mi było cokolwiek napisać o fabule tej powieści, żeby nie zdradzić niczego ważnego. Jeśli byście dowiedzieli się ode mnie za dużo to ,,Nawiedzony dom" nie sprawiłby wam takiej frajdy, jaką oferuje przy totalnej niewiedzy. Pomysł na książkę jest bardzo dobry, chociaż odbiega od tego, co jej tytuł mógłby nam zasugerować (oczywiście nie pod wszystkimi względami, bo czasem faktycznie coś tam straszyło). Główną rolę i głównym wątkiem są tutaj dzieci i ich działania powiązane z sytuacją, w której się znalazły. Jest to ciekawe i nieco inne ze względu na to, że rzadko kiedy sięgam po książki o osobach młodszych ode mnie.

Styl pisarki jest naprawdę, naprawdę łatwy, prosty i przyjemny, co skutkuje bardzo krótkim czasem czytania. Zdania nie mają skomplikowanej budowy i nie są ciężkie do zrozumienia. W swojej prostocie dają nam namacalność sytuacji.  Minusem jest jednak to, że o bohaterach wiemy tyle co nic. Nie podano nam żadnych szczegółowych cech zewnętrznych, przez co postacie były trochę nijakie i wyblakłe, pomimo że powieść była pełna życia i entuzjazmu.

Sytuacje nam zaprezentowane są jak żywo wyciągnięte z powieści kryminalno-sensacyjnej i osadzone w pozycji, po którą sięgną młodsi czytelnicy. Tutaj duże brawa dla autorki, która pomimo tego kryminalistycznego wątku potrafiła wpleść dużo młodzieńczego humoru i radości życia. Te humorystyczne epizody powinny trafić nawet do osób, które urodziły się 20 lat i jeszcze później po wydaniu pierwszego egzemplarzu tego tworu. Wydają się być świeże i aktualne. W piękny sposób zaprezentowana została nam też miłość, jaką człowiek potrafi obdarzyć zwierzę. Miłość, która jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. Gdyby główni bohaterowie nie byli dzieciakami to ,,Nawiedzony dom" byłby pozbawiony charyzmy i uroku.

Skłamałabym mówiąc, że ta książka nie jest książka dla dzieci. Owszem jest, jednakże nie sprawiło mi to dyskomfortu. Przeczytałam ją i jestem w stanie stwierdzić, że nawet dorośli spokojnie mogą ,,Nawiedzony dom" poznać i nie zawieść się na nim. Sama prawie nigdy nie sięgam po polskie powieści, ale ta była bardzo przyjemna i zadowalająca. Nie powiem, że przekonała mnie do polskiej literatury na tyle, żebym pobiegła do biblioteki i wypożyczyła kilkanaście pozycji polskich autorów. Nie, ale na pewno swoją prostotą przekonała mnie do zbliżenia się choć odrobinę do naszych ojczystych publikacji.

,,Nawiedzony dom" jest ciekawą i na swój sposób intrygującą pozycją. Pomimo, że nie jest najnowsza, ma w sobie współczesną magię, której czasem nam brakuje.







,,Odsuń te nogi! – wrzasnęła zirytowana, zziajana i zasapana Janeczka. – Wszędzie masz nogi, chyba z tysiąc! Gdzie ja mam wleźć?"
















//h.
Flawia de Luce | Alan Bradley

Flawia de Luce | Alan Bradley

Kryminał. Gatunek ten kojarzy się większości osób z dorosłym detektywem, który musi rozwiązać sprawę pewnego brutalnego morderstwa. Ku mojej uciesze nie każda powieść kryminalna napisana jest w tych nieoryginalnych ramach. Idealnym tego przykładem jest książka Alana Bradley’a ,,Flawia de Luce- Zatrute ciasteczko”.




Akcja powieści toczy się w latach 50 XX wieku, w Anglii. Bishop’s Lacey jest prowincją położoną pośród malowniczych miejsc. Na jej szczycie znajduje się Buckshaw- wielka i podupadająca już siedziba szanowanego rodu de Luce’ów. Mieszka tam jedenastoletnia Flawia, która jest miłośniczką chemii. Jej jeszcze dziecięce serce skradły trucizny- wie o nich wszystko, co jest powodem jej odmienności od rówieśników. Dziewczynka jest samotna. Nie tylko przez jej nad wyraz ogromną inteligencję, ale również przez brak oparcia wśród bliskich. Pewnego wieczoru była świadkiem kłótni swojego taty z pewnym mężczyzną. Mężczyzna ten był jej kompletnie obcy. Rankiem, kiedy niewyspana wyszła z domu, w grządce ogórków odnalazła…trupa! Znaczy ten trup jeszcze żył, ale ten fakcik pomińmy, bo chwilkę później był już martwy. Ciało, które leżało wśród warzyw, było ciałem osoby, którą wczoraj widziała w trakcie sprzeczki w gabinecie jej taty! Zadzwoniła na policję. Śledztwo rozpoczęte przez specjalistów nie było jednak w stanie powstrzymać jej od wszczęcia własnego dochodzenia. Inspektor Hewitt zajmujący się tą sprawą nie wiedział o tym, co robi dziewczynka. Nie wiedział też, że Flawia od początku była kilka kroków przed nim.

Cała książka nie jest skupiona tylko i wyłącznie na tajemniczej śmierci, która ma ścisły związek z rodziną de Luce’ów. Nie. Poruszony jest tutaj wątek chemiczny, filatelistyczny i w pewnym stopniu historyczny, ponieważ pokazano tutaj odradzającą się po II wojnie światowej Anglię. Dużą rolę odgrywa znaczek znany jako ,,Ulsterski mściciel”. Dla miłośników chemii autor zasiedlił tutaj nazwy wielu związków chemicznych i ciekawostek o tej nauce. Wiedziałeś/aś, że nazwa bromu pochodzi od greckiego terminu oznaczającego ,,smród”? Nie? To już wiesz! Jesteś w stanie poznać więcej takich informacji właśnie w trakcie tej lektury!

Pomijając piękne wydanie to sam autor pisze bardzo ładnie. Budowa zdań jest prosta, ale nie dziecinna. Wszystkie wątki idealnie splatają się ze sobą w jedną spójną całość. Rozdziały są długie, ale część z nich podzielona jest na dwie części. Pan Bradley od samego początku trzyma czytelników w napięciu, które opada dopiero w momencie poznania zabójcy. Samego mordercy nie jesteśmy w stanie zdemaskować od razu, co jest kolejnym plusem tej powieści. Ja osobiście domyśliłam się jego tożsamości gdzieś za połową, ale nawet to nie pozbawiło mnie radości związanej z czytaniem. Podczas lektury nie widać tego, że Flawia ma jedenaście lat. Ba! Wydawać się wtedy może, że jest nastolatką czy nawet dorosłą osobą. Wiek dziewczynki może wskazywać o skierowaniu tej powieści ku młodszym czytelnikom, jednakże autor nie zamknął drzwi tym starszym. Nie ważne ile ma się lat, ta książka sprawi każdemu odbiorcy niezmierną radość. Rozwiązywanie zagadek i tajemnic z najmłodszą córką de Luce’ów jest tylko i wyłącznie przyjemnością. Jej trzeźwy stan umysłu jednak nie sprawdzał się w każdej sytuacji, bowiem dziewczynka dawała się czasem ponieść emocjom (tak jak w towarzystwie skrytobójcy). Flawia posiada specyficzne poczucie humoru, które wbrew pozorom przypadnie do gustu wszystkim. 

Czytając ,,Zatrute ciasteczko” (pierwszą część cyklu jak na razie składającego się z siedmiu tomów) nigdzie się nie spieszyłam. Starałam się wyciągnąć z tej książki jak najwięcej. Nie zależało mi na jak najszybszym zakończeniu jej. Flawii de Luce nie da się tak łatwo opuścić i odłożyć na bok. Jest to wspaniała lektura, która na pewno zapadnie mi na dłużej w pamięć. Teraz tylko skompletować całą serię i dalej towarzyszyć dziewczynce w jej przygodach! 








,,Byłam sobą! Byłam Flawią! I kochałam siebie, bo nikt inny nie chciał tego robić."





//h.




Szklany tron | Sarah J. Maas

Szklany tron | Sarah J. Maas

Sarah J. Maas jest pisarką bardzo znaną wśród osób gustujących w fantastyce. Nigdy nie miałam z nią głębszych styczności, co wiele osób odbierało z wielkim zdziwieniem. Swoją przygodę z tą autorką postanowiłam rozpocząć ,,Szklanym tronem".



Celaena Sardothien ma 18 lat. W całym królestwie znana jest jako Zabójczyni Adarlanu. Dlaczego? Od jej miecza zginęło wiele osób. Swoją pracę wykonywała cicho, spokojnie i z największa precyzją. W trakcie jednego dnia wszystko się jednak zmieniło. Jeden błąd spowodował umieszczenie jej w kopalni Endovier, w której czekała ją śmierć. Próbowała uciec- nie udało się. Ku nieszczęściu wielu ludzi przeżyła tam rok. Po 365 dniach męczarni książę Dorian przybył ją uwolnić. Chciał, aby kobieta wystartowała w turnieju, mającym na celu wybranie królewskiego obrońcy. Dziewczyna zgodziła się. W zamku, do którego dotarli po długiej drodze, Celaena miała spokojnie wygrać zawody i szczęśliwie żyć. Była w błędzie, ponieważ nie było to osiągalne. Bowiem w murach czaiło się niewyobrażalnie wielkie zło. Zło, które miało przeszkodzić jej oraz innym w normalnym życiu. Pomimo tych wrogich sił uczucie zwane miłością wdało się do życia niektórym osobom. Codzienna walka, skryte intrygi miłosne, liczni wrogowie, czająca się śmierć... Czy zabójczyni da radę?

Powiem wam, że byłam w szoku. Początkowo historia ta płynęła wolno, ale akcja pojawiła się tak nagle i w tak niespodziewanym momencie, że zostałam wbita w fotel (czytaj- w łóżko). Powieść porwała i przyciągnęła mnie, co poskutkowało czytaniem do późna w nocy pomimo obowiązku wstania rano do szkoły. Musiałam wiedzieć jak to się zakończy i nie mogłam odłożyć tej książki. Po prostu nie mogłam.

Autorka pisze dobrze. Ba! Nawet bardzo dobrze. Jej słowa były w stanie przenieść mnie do innego świata. Do świata, w którym wszystko wydaje się być możliwe. Sytuacje opisane w książce były dla mnie namacalne. Miałam wrażenie, że strony były w stanie mnie tam teleportować i postawić obok bohaterów. Bohaterów, którzy wykreowani zostali świetnie. Każdy z nich wyróżniał się, miał własne i niepowtarzalne cechy, był sobą i nie przypominał kogoś innego. Nie ważne czy był główną postacią czy tą epizodyczną- miał swoje własne życie, które należało tylko do niego i które zarezerwowane było tylko dla jego osoby. Liczne zwroty akcji i wartka fabuła z każdym kolejnym rozdziałem przyklejały mnie do lektury niczym Super Glue sklejający pęknięte okulary! Nie dało się opuścić tej książki i po prostu olać całej sytuacji. 
Było świetnie, jednakże zakończenie dobiło mnie. Przez 20 minut w trakcie czytania i przez 20 minut po skończeniu czytania siedziałam z rozdziawioną buzią i nie wiedziałam co zrobić ze swoim życiem. Informacje zawarte w ostatnich słowach wstrząsnęły mną. Zdziwiły, dobiły, skrzywdziły i zraniły, pomimo że były dobre i ważne! Droga Pani J. Mass, niech pani nie kończy w taki sposób żadnych powieści, ponieważ czytelnicy dostają ataku serca.


,,Szklany tron" to pozycja obowiązkowa. Jest genialna, wspaniała i za razem przykra oraz w pewien sposób dołująca (mam tu na myśli fragmenty z młodzieńczego życia Celaeny). Wielkim plusem tego dzieła była miłość głównej bohaterki do książek. Autorka spisała się po prostu na medal! Pomimo świetności pierwszej części cyklu, wiele osób mówi, że kolejne tomy są tysiąc razy lepsze od początku całej historii i pierwszy człon się do nich nie umywa. Teraz tylko znaleźć bibliotekę zaopatrzoną w całą serię i kontynuować przygodę zabójczyni i adarlańskiego dworu!






,,- Czujesz się samotna? - wyrwało mu się.
- Samotna? (...) Nie. Potrafię dać sobie radę sama, o ile mam co czytać."











//h.

Copyright © 2014 Książkowce , Blogger